Serwis Lublin.eu używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.Zamknij

V KONCERT  kameralny, Kościół pw. Nawrócenia św. Pawła, niedziela 2 października godz. 19.30

07.10.201622:57

Może  późna niedzielna pora sprawiła, że melomanów na koncert dotarło mniej niż na poprzednie. Frekwencja festiwalowa jest doprawdy znakomita, dlatego różnicę dało się natychmiast zauważyć.
Koncert był długi. We wnętrzu z pogłosem, jaki zawsze w nadmiarze posiada architektura sakralna były też problemy z odbiorem. Nie organów. Po remoncie jest to doprawdy instrument wart, aby na nim koncertować i go słuchać. I znakomicie wybrzmiewa w takim wnętrzu, bo jest po prostu jego – częścią. 
Zresztą artysta, który wziął go w posiadanie na ten wieczór – Jan Szypowski - słuchaczy absolutnie zachwycił. Jednak świetne głosy solistów Doroty Lachowicz – mezzosopran i Andrzeja Witlewskiego – baryton były nośne, ale tekstowo mało komunikatywne z powodów akustycznych właśnie. 

Zawsze szkoda, jeśli tak się dzieje, ale nic tu poradzić nie sposób. Pomimo tych drobnych mankamentów – koncert był znakomity i głęboko poruszający tych, którzy wytrwali do końca.
Rozpoczął go skrzypek Bartosz Woroch - artysta, którego rozwój (nie cierpię słowa „kariera”, które zresztą do tego artysty zupełnie mi nie pasuje) śledzę z przyjemnością od czasu jego przyjazdów do Lublina na Międzynarodowe Konkursy Młodych Skrzypków. Ten utalentowany człowiek, niezwykle wrażliwy muzycznie to jeden z najciekawszych skrzypków  jakiego znam. Niezmiernie lubię słuchać jego gry i zawsze, kiedy występuje w Lublinie staram się być na tym koncercie. W kościele miał oczywiście i on akustyczny problem do opanowania, ale to jakim gra dźwiękiem, jak frazuje, jak wreszcie muzyką - opowiada - pozwoliło oderwać się od pogłosu, niewygodnych ławek, od zgiełkliwej codzienności i całkowicie zasłuchać w jego grze. 
Na początek I Partita h-moll BWV 1002 Jana Sebastiana Bacha - dźwięk tak miękki, subtelny i jednocześnie pełny, przemyślana, wysmakowana narracja. Potem Fuga na skrzypce solo Alfreda Schnittkego (1934-1998) , kompozytora, który znakomicie „czuł” skrzypce, pisząc na ten instrument utwory świetne, osadzone w tradycji rosyjskich klasyków XX w. – przede wszystkim Dymitra Szostakowicza i muzyki niemieckiej. Skrzypkom dające możliwość „wygrania się”, wykazania umiejętnościami technicznymi, jednak nie dla nich samych. Forma fugi na skrzypce solo w XX w. musi być odczytana jako ukłon w stronę barokowych tradycji tej formy, jak i samego Bacha. I taką – jest rzeczywiście. Wyrazisty temat oparty o powiększający się od sekundy interwał, przerabiany potem dwudźwiękowo, pizzicato, arpeggiowo, akordowo, bariolage`owo, włącznie z wirtuozowską codą, która natychmiast kojarzy się z codą Fugi g-moll Bacha na skrzypce solo i jest świadomym do niej nawiązaniem. Skrzypek miał w niej większy problem z okiełznaniem pogłosu niż w Bachu i rzeczywiście nie słyszało się dokładnie wszystkich niuansów. Ale śmiałość i konsekwencja w pokazywaniu tej trudnej skrzypcowo faktury, w obraniu wyrazistego tempa, które zwłaszcza w codzie w brawurowy sposób pokazało wirtuozowską naturę tej kompozycji sprawiły, że słuchało się tego z zapartym tchem, jak zresztą całego występu, dlatego głośno żałowałam, że artysta nie bisował. Na koniec skrzypek zagrał utwór sobie dedykowany, skomponowany przez przyjaciela – Anglika (Bartosz Woroch na co dzień mieszka i pracuje w Anglii)  - Cipher na skrzypce solo Marka Davida Bodena (ur. 1986) napisany w 2015 r. z myślą o lubelskiej prapremierze.  Ujęło mnie to niesamowicie, ponieważ oddaje sposób w jaki muzyka ma szansę żyć naprawdę, to jest - życiem koncertowym. Kompozytor komponuje, bo będzie możliwość wykonania, ale ta możliwość zaistniała dlatego, że skrzypek był zainteresowany wykonaniem i chciał utwór do Lublina przywieźć. Mamy więc za sobą lubelską prapremierę utworu współczesnego kompozytora angielskiego. Dla mnie to wielka sprawa, bo oznacza , że zarówno skrzypek jak kompozytor (czy odwrotnie) uznali, że w a r t o do Lublina przywieźć nową kompozycję. A my mieliśmy okazję jako pierwsi jej wysłuchać. Bardzo to budujące i warte odnotowania dla Potomności! Ponadto Andrzej Nikodemowicz pojawił się na stronie kompozytora czyli wszedł do kultury muzycznej Anglii, a pewnie Bartosz Woroch zagra kiedyś w Anglii jego utwory, które ma w repertuarze, bo grał je na I Festiwalu 26 września 2012 r. : 6 Kołysanek na skrzypce i fortepian i Capriccio na skrzypce solo.  
Sam utwór był wart wysłuchania. Odebrałam go jako – „angielski”. Zaczynał się rysunkiem melodii w jakiś sposób kojarzącym się z Vaughana Williams Lark Ascending (kto nie zna, niech posłucha, warto!). Boden wykorzystywał też pewien typ ornamentyki zbliżonej do śpiewów muzułmańskich. Z tymi rodzajami struktur melodycznych skojarzył mi się natychmiast, gdy go słuchałam. Skojarzenia moje nie mają wiele do – rzeczy – czyli samego utworu, o którym nic więcej nie wiem, ale tak łatwiej się nieznane dzieła opisuje, przez analogie (które nie mają, „Boże uchowaj”, jak mówiła moja Babcia Marianna) deprecjonować inności, nowości i jedyności dzieła. Skrzypcowo to utwór bardzo trudny i bardzo ciekawy, pełen niespodzianek brzmieniowych i artykulacyjnych. Koncepcyjnie przypisany w jakiś sposób do tytułu (Cipher to jakiś szyfr, kod), bo można go przełożyć na próbę pokazania jak brzmi „kod skrzypcowy” – coś jak „mem kultury” Richarda Dawkinsa – przenoszony w tradycji kultury muzycznej od czasów włoskich geniuszy aż po dziś dzień. Swoistym „kodem” jest też w kompozycji zapisany szyfr muzyczny w postaci dźwięków B-A-C-H (BArtosz woroCH, ale nawiązujący oczywiście do słynnego podpisu muzycznego samego Wielkiego Jana Sebastiana). Myśl, że świetny skrzypek miał swój udział w tej kompozycji, jak kiedyś Paweł Kochański w utworach skrzypcowych Karola Szymanowskiego, czy Dawid Ojstrach w koncertach Dymitra Szostakowicza itd. itd. nie jest tu nie na miejscu, a stanowi piękną klamrę dla tego recitalu.
Organista jest artystą, który ma większą niż inni muzycy możliwość poczucia muzycznego sacrum, zwłaszcza jeśli koncert jest w kościele, choć niekoniecznie ze względu na fakt religijny, albo nie tylko z tego względu. Specyficzne oddzielenie od publiczności, miejsce, w którym znajdują się organy – wysoko i daleko od wszystkich innych powoduje, że może on rzeczywiście grać Soli Deo Gloria ( dla mnie to synonim busoli artystycznej - nadający właściwą miarę rzeczom ludzkim, to znaczy pokazujący, że człowiek potrafi odnajdywać w sobie coś więcej, jakąś boską cząstkę, zbliżać się do Absolutu, choćby tworzeniem i przejęciem z jakim to robi), przestać zajmować się swoim „wizerunkiem scenicznym”, który bywa że przesłania samą muzykę. Ujmująco skromny Jan Szypowski grał tak właśnie, jak czynią to wielcy muzyczni pasjonaci. Warto w tym miejscu wspomnieć postać John Eliota Gardinera, który, aby wydać nagrania wszystkich kantat Bacha założył specjalne wydawnictwo muzyczne non profit, chodziło o wystawienie uwielbianemu kompozytorowi pomnika – najbardziej chwalebnego, bo żywego, złożonego z nagrań cyklu koncertów "Bach Cantata Pilgrimage" zainaugurowanego w grudniu 1999 r. dla uczczenia 250-lecia śmierci Bacha. Gardiner wykonał wtedy ze swymi zespołami w ciągu roku jego wszystkie zachowane kantaty sakralne zgodnie z porządkiem roku liturgicznego, w każdą niedzielę i święto występując w innym kościele w Europie. Dzięki takim ludziom świat ma szansę przetrwać! Myślę, że będę wyrazicielką odczuć większości słuchaczy, jeśli powiem, że w organowej  Passacaglii c-moll BWV 582 artysta grał nie dla nas, choć mieliśmy szansę towarzyszyć mu w tej drodze wzwyż…
Wszystkie fragmenty z kantat Bacha (BWV 77, 200, 170), które zabrzmiały w czasie koncertu, zostały według zapowiedzi opracowane na organy przez  samego Jana Szypowskiego. Z pięknym, dojrzałym głosem Doroty Lachowicz były te towarzyszenia misternie splecione, nie tylko dawały harmoniczną podstawę, ale i budowały swoistą aurę kontemplowania religijnych tekstów, muzycznie tak głęboko i żarliwie  przeżytych przez protestanckiego kantora. Dobrze się stało, że muzyka Andrzeja Nikodemowicza zabrzmiała w czasie tego wieczoru razem z muzyką Jana Sebastiana Bacha. Wariacje organowe na temat pieśni do św. Stanisława „Chwała Tobie Gospodzinie” i Wariacje organowe na temat pieśni maryjnej „O Matko Miłościwa” to przejaw religijności innego typu niż protestancka, nawiązanie do zwyczajnego, ludowego śpiewu polskiego, niosącego dla nas, którzy słuchali w dzieciństwie jeszcze śpiewu babcinego, bardzo wyraźny przekaz pewnej ciągłości pokoleniowej, która zdaje się nie będzie już kontynuowana, na pewno nie w tak naturalny sposób. Jednocześnie melodie tych pieśni to słowiański sposób na wyrażanie religijnej żarliwości.  Nikodemowicz  jak wcześniej Bach wykorzystał to, co sam mocno przeżywał, a i przy okazji nam do przeżywania przedłożył. Wyczuwam wielką bliskość sercu Nikodemowicza tych prostych, dość surowych, ale na swój sposób pięknych melodii dawnych pieśni i odbieram właśnie taki sens ich wariacyjnych przekształceń przez kompozytora – zapisanie w muzycznej pamięci dla przyszłych pokoleń.    Temat pieśni „Chwała Tobie Gospodzinie” został przez kompozytora podany w tradycyjnej, pięknej harmonizacji, a potem przekształcany na bardzo interesujące sposoby - w jakieś arabeski o niezwykłym kolorycie wysokich rejestrów, akordowe, bardzo organowe w brzmieniu niemalże klastery, smętno-tęskne melodie w zaledwie dwugłosowej, jakiejś takiej archaizującej (nota contra notam?) postaci, z tematem w nucie pedałowej i bardzo barokowym (w stylu i charakterze, czyli ozdobnym), brzmiącym jak XX w. Froberger czy Bach zakończeniu. Podobnie temat pieśni maryjnej podany przez kompozytora tak, jak mógłby być zagrany przez skromnego (aczkolwiek znającego się na rzeczy i lubiącego swe skromne zajęcie) organistę w jednym z wielu wiejskich kościółków, przechodzi potem przemiany kolorystyczne, harmoniczne, by powracać w kolejnych „tradycyjnych”, ale jakże różnorodnych i świetnie brzmiących harmonizacjach (aż do ostatniego takiego pokazu na zakończenie), chować się pod bogatą fakturą i pojawiać samotnie jako jednogłos (co Jan Szypowski pokazał w tak niebiańskim piano, że przechodziły ciarki). Wreszcie ostatni utwór Nikodemowicza przed blokiem Bachowskim - Toccata organowa op. 98 nr 2, to piękny łącznik tych dwóch bloków. Już sam jej tytuł wskazuje na barokowe proweniencje. Toccata jest wirtuozowskim, opartym o skontrastowane, silnie schromatyzowane przebiegi, zwieńczone akordami w typie klasterowym i kontemplacyjne fragmenty typu kontrapunktycznego, nawiązującym w zakończeniu do genialnej Toccaty d-moll BWV 565. J. S. Bacha. Utwór wspaniale koncertowy, wart częstszego wykonywania przez wirtuozów tego instrumentu.  
Blok Nikodemowiczowski dopełniała muzyka religijna z tekstem. „Psalm pokutny” w formie kantaty na alt, baryton i organy, który soliści Dorota Lachowicz i Andrzej Witlewski wykonali tak bardzo pięknie i przejmująco. Trzy pieśni z tekstami Beaty Obertyńskiej Grudki kadzidła (ten tomik wyszedł na emigracji w Londynie, a wydany został w Krakowie w 1987r.). Związki sentymentalne z poetką lwowską mają tu z pewnością znaczenie dla wyboru tekstów przez kompozytora, a Grudki kadzidła to przecież czysta liryka religijna, wywodząca się z refleksji natury metafizycznej, więc bliska Nikodemowiczowi w dwójnasób. Wszystkie te utwory porównane z następnie wykonanymi utworami Bacha jawią się jako odrębny, lecz nie pozbawiony łączności ze światem Bacha świat bardzo osobistych i głębokich religijnych przeżyć kompozytora. I jakiś jego autoportret – jako natury kontemplatywnej, wrażliwej na piękno świata, także przeszłego świata muzycznego, do którego tak pięknie, z pietyzmem się w swych utworach odnosi.  
Iwona A. Siedlaczek

Na stronie kompozytora jest wpis pod datą 02/10/16 „Andrzej Nikodemowicz” Festival Lublin, Poland Cipher WORLD PREMIERE Bartosz Woroch, violin, zainteresowanych odsyłam do tej strony: http://www.markdavidboden.com/4perform.html

Iwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym

Wydarzenia polecane

Kalendarium wydarzeń

<

25.04.2017

>

Marzec 2017

Kwiecień 2017

Maj 2017

Czerwiec 2017

Lipiec 2017

Sierpień 2017

Wrzesień 2017

Październik 2017

Listopad 2017

Grudzień 2017

Styczeń 2018

Luty 2018

Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30 31
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
28 29 30 31
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2 3 4

Zgłoś problem

X

Zauważyłeś niepoprawne działanie strony lub nieaktualne dane? Zgłoś to korzystając z poniższego formularza.

Captcha*

Ile to jest siedem odjąć jeden?

(wpisz wynik słownie)