W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Czas na dźwięki Andrzeja Nikodemowicza i jego Festiwal

17.09.201520:38

Pisać o profesorze Andrzeju Nikodemowiczu  nie mając  w zanadrzu ukończonej szkoły podstawowej muzycznej - to duży nietakt i afront dla wielkiego Kompozytora. Czy jest to uchybienie z mojej strony – pewnie tak, ale do jutra z wykształceniem nie zdążę.
 

Tekst musi powstać, by przybliżyć sylwetkę naszego bohatera, ale i napomknąć o Jego Festiwalu, programie i wykonawcach.  Nie jest jednak możliwe „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Połykam więc „ciacho”, by poczuć smak, jak to jest być wybitnym kompozytorem. Zacznę  od zdania okrągłego, ale z górnej półki. Nie mam żadnej wątpliwości, że Andrzej Nikodemowicz zawsze wybierał i wybiera Boga, to wynika z jego niezwykłej biografii i tu się już nic więcej nie da dopisać. Takie są fakty. Urodzony we Lwowie - Polsce. Nie był i nie jest repatriantem, bo nie powracał do kraju z obczyzny, zawsze mieszkał w swojej ojczyźnie.

 W tym zdaniu z całą mocą i niezbitą pewnością, chcę  uwypuklić jedno, że Bóg zawsze stał po jego stronie. Jedność w różnorodności. Nagradzany przez władzę sowiecką i niszczony przez tą samą. Dosłownie i w przenośni. Zniszczono jego nagrania we Lwowskim radiu, ale nie zniszczono ducha kompozytora. Odradzał się niczym „Feniks” z popiołu czyli po naszemu zmartwychpowstawał. Nauczał w szkole muzycznej, na UMCSie i KULu. Zbliża się czwarta edycja Festiwalu „Andrzej Nikodemowicz Czas i dźwięk”. Odwiedzam Profesora w jego mieszkaniu na Czechowie. Po raz pierwszy siedzimy na balkonie wśród kwiatów. Ta sceneria nie jest przypadkowa. Trwa lato. Andrzej świetnie wygląda. Jest opalony, kwitnie jak jego surfinie, choć bardzo refleksyjny. Jak tu nie być i nie rozmyślać po stracie  tego lata - starszego brata Aleksandra – architekta. Miała być rozmowa i pytania. Spotkanie przyniosło inny scenariusz. Dyktafon włączony, pytań nie było. Dziewięćdziesiąt przeszło lat ma mój Gospodarz. Jeszcze rok wcześniej komponował. Teraz i jego dopadła posucha, jak w całej Polsce rolników. Przyniosłem w prezencie książeczkę wydaną we Lwowie w 1923 roku „O miłości Ojczyzny” rozważania arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza, by doświadczył odrobinę lwowskiej duchowości na Czechowie. Skradłem mu serce tym drobiazgiem. Pomyślałem: Gutta cavat lapidem, non vi, sed saepe cadendo (łc.), "kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym kapaniem". Nasze spotkania i rozmowy trwają od trzydziestu pięciu lat i końca nie widać. Nie raz i nie dwa zmiękczył mi twarde serce pokorą. Jego muzyka, zwłaszcza sakralna, od kilkunastu lat wychodzi z ukrycia. Sam zadaję sobie pytanie, kto jest duchowym beneficjentem jego kompozycji: on sam- kompozytor, artyści i słuchacze czy organizatorzy? Zapewne wszyscy po trochu czerpią z tego korzyści, każdy ma swój interes, nawet ja piszący, by promować Niecodziennik Biblioteczny jego nazwiskiem. Ubogaca  nas wszystkich. Mnie martwi tylko frekwencja na koncertach, że nie stuprocentowa. Dlaczego? Tego nie wiem. Wydawałoby się, że studentów ci u nas dostatek. Jest Wydział Muzyczny na UMCS i Muzykologia na KUL Jana Pawła II, są szkoły muzyczne. Sala powinna pękać w szwach. Tak się nie dzieje? Czy promocja zbyt słaba lub niewystarczająca? Niecodziennika Bibliotecznego nie ma wśród patronów medialnych, ale swoje robi w miarę skromnych możliwości. Wstęp  jest wolny, czyli bezpłatny. Honorowy Obywatel Miasta Lublin Andrzej Nikodemowicz  jest postacią nietuzinkową. To prawda, że nie stworzył muzyki do znanych filmów, jak Wojciech Kilar-Lwowianin (130 w tym m.in.  „Ziemia obiecana”), bo nigdy nie miał takiego zamówienia. Obaj docenieni przez kapitułę Angelusa za całokształt twórczości. Trzeba podkreślić, że nazwisko „Nikodemowicz”  jest doświadczane także w Polsce. Jedna z prac habilitacyjnych na temat jego twórczości nie przeszła. Dlaczego? Tego nie wie nikt.