W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Czy jesteśmy miastem Unii - miastem spotkania kultur?

09.12.200713:20

Krótka historia W roku 1569 w Lublinie zawarta została unia Polski i Litwy – powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów. Było to ukoronowanie prawie dwuwiekowego etapu stosunków między Polską a Litwą, a jednocześnie otwarcie ponad 200 - tu lat dalszego wspólnego rozwoju. Unia lubelska jest symbolem Polski jagiellońskiej z jej tolerancją religijną i otwartością na inne kultury. Wielu historyków uważa, że można spojrzeć na to wydarzenie jak na wielki eksperyment na drodze dialogu kultur i szukania kompromisów na rzecz stworzenia nowego, unikalnego organizmu państwowego, o charakterze federacji.
Ten nowy niespotykany na tamte czasy organizm państwowy łączący świat chrześcijaństwa zachodniego (Polska) ze światem pogańskim (Litwa) i światem kultury biznatyjsko-słowiańskim (część Ukrainy i Białorusi) stał się faktem właśnie tu w Lublinie. Te formalno – prawne ramy Rzeczpospolitej Jagiellońskiej pozwalały na współistnienie, jak to określił Miłosz „konglomeratu wiar, języków i tradycji – polskich, ruskich, litewskich jak również żydowskich – odrębnych, lecz wspólnie tworzących nową jakość, która owocowała dziełami ducha i ciekawymi rozwiązaniami” [ze szkicu Cz. Miłosza „Oryginalność kultury polskiej”] Tak widział tamtą wieloetniczną Polskę, wybitny historyk Norman Davies – honorowy obywatel miasta Lublina: „Powojenna Polska została stworzona sztucznie. Przez hitlerowski mord na Żydach, potem wypędzenie Niemców, Odcięcie granicą Ukraińców, Białorusinów, Litwinów – Polacy zostali sami. A Polska nigdy nie była jednolitym krajem. (...) Polacy byli tylko jedną z dużych grup etnicznych. (...) Bo Polska dla Polaków, Polska piastowska w wersji przedstawionej przez Gomułkę, do 1945 r. nigdy nie istniała. To nie jest „nasz kraj” gdzie mieszkali obcy, ale ich wypędziliśmy i znów jest jak 1000 lat temu. (...) Nigdy nie było w Polsce miasta całkowicie polskiego – jak dziś. Poznań był kiedyś w połowie niemiecki. Gdańsk – więcej niż w połowie. Łódź – to był narodowościowy tygiel. Lwów o Wilno – wiadomo.” [„Polityka 29/2006] Unia wyrosła z ducha współistnienia obok siebie wielu kultur i wyznań i nie ma żadnego przypadku w tym, że właśnie w naszym mieście, tu gdzie styka się Wschód i Zachód, Północ i Południe, mieście pogranicza w którym na co dzień mieszały się różne kultury doszło do jej zawarcia. Wcześniej, bo już w roku w 1386 dokonano w Lublinie wyboru wielkiego księcia litewskiego Jagiełły na króla Polski a jego wizerunek możemy zobaczyć na ukończonych w 1418r. freskach bizantyjsko – ruskich w gotyckiej kaplicy Trójcy Świętej. Oczywiście mówiąc o Unii Polsko – Litewskiej nie można ograniczać się tylko i wyłącznie do polskich ocen wydarzenia, które jest częścią historii zarówno Polski jak i Litwy. Mówi o tym wielki litewski poeta Tomas Venclowa: „Co się tyczy unii lubelskiej, oczywiście, podejście Litwinów i Polaków do unii się różni. Ostatnio jednak mniej niż za czasów międzywojennych. (...) teraz zaczynamy rozumieć, że te lata od unii aż do rozbiorów to też nasza historia, wspólna historia i to bardzo znacząca. To jest związane z Uniwersytetem Wileńskim i z architekturą Wilna i nawet taka wieś litewska jest w końcu skutkiem unii. Teraz historycy o tym dużo piszą, już stosunek do unii jest wyraźnie inny, niż był przedtem. (...) [„Unia to nasza wspólna historia” Gazeta Wyborcza 16 marca 2007 s. 10] Duch Unii Mimo, że Rzeczpospolita Obojga Narodów nie przetrwała, mimo że nie udało się przekształcić unii polsko – litewskiej w unię polsko – litewsko – ruską (ukraińską) to wydaje się że nie ma żadnego nadużycia kiedy patrzymy na budowanie wspólnej Europy z perspektywy tego właśnie historycznego doświadczenia. Wielkim dziedzictwem Unii i jej ducha stało się to, że przez lata na tej ziemi egzystował wielokulturowy świat którego ślady możemy zobaczyć jeszcze dzisiaj. „Dziś, gdy Europa szuka w swojej historii pozytywnych przykładów federalizmu, opartego na poszanowaniu różnych kultur, religii i języków, dobrym przykładem – co wciąż powtarza Jerzy Kłoczowski, może być zapomniana polska tradycja I Rzeczpospolitej wielu narodów.” Znaczenie tradycji jagiellońskiej podkreśla też wielki polski filozof Stefan Świeżawski: „Za taki najpiękniejszy okres w historii Polski uważam wieki XV i XVI – okres Rzeczypospolitej wielu narodów, unię brzeską i jej owoce. W tamtych czasach i w tamtej mentalności musimy szukać naszych korzeni – trzeba ożywić ideały Polski Jagiellonów.” Oczywiście zmierzenie się z tą tradycją i nawiązanie do niej wymaga od nas wielkiego wysiłku i nie będzie to łatwe. Wybitny brytyjski historyk Norman Davis zajmujący się badaniem historii Polski wskazuje, że powinniśmy „„ (...) – wracać do straconych wątków prawdziwej polskości. Polska tożsamość I Rzeczypospolitej nie była przecież etniczna. Prawosławny ukraiński szlachcic także był Polakiem. Gdańszczanie nie mówili po polsku, a uważali, że są Polakami. Trzeba się otworzyć na szerokie rozumienie polskości, które znikło w XIX w.” Jeszcze raz Norman Davis: „Mam wrażenie, że młode pokolenie Polaków nie ma świadomości swych dawnych, bogatych tradycji religijnych. Przedwojenna Polska była ogromnie zróżnicowana pod względem religijnym – katolicy, protestanci, prawosławni, Żydzi, nawet muzułmanie.” [„Nie ma prawdziwych Polaków” G.W. 1 kwietnia 2007 r. s. 23] A w innym miejscu mówi: „Historia Polski pisana była przez lata z pozycji narodowych i niewiele się pod tym względem zmieniło. Wciąż mówi się o rozbiorach Polski, a nie o rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ciągle marginalizowana jest historia żyjących na tych ziemiach Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Niemców i Żydów.” Jeszcze dosadniej napisał o tym prof. Jerzy Kłoczowski: „Powinna nastąpić bardzo wyraźna reakcja na pewien etnocentryzm ujęcia historii Polski. Krańcowo wygląda to tak, że była Polska od Bugu do Odry bez Żydów i Niemców, bez wszystkich innych. Historycy nigdy się na to nie zgodzili. Ale do szerszego ogółu to chyba nie docierało. Było to może największe zafałszowanie historii Polski. Pisanie historii w XXI wieku musi uświadamiać, że Polska i jej kultura cały czas były w konfrontacji z innymi (...). Wyjście z etnocentryzmu jest podstawową sprawą dla wszystkich dziś niezwykle ważną”. O tym samym mówi, w bardzo osobistym wyznaniu prof. Jadwiga Staniszkis: „Losy mojej rodziny i rodziny mojego męża pokazują, że Polska zawsze była miejscem spotkania ludzi różnych religii i odmiennego pochodzenia etnicznego. Sprowadzanie polskiego patriotyzmu tylko do stereotypu Polaka katolika gubi to bogactwo. Polakami są ci, co Polskę wybrali. Ci, którzy czują się za ten skrawek ziemi i za żyjących tu ludzi odpowiedzialni, oraz wnieśli swój wkład do jego kultury i historii.” Bogactwo tego co zrodziło się w obszarze kultury (literatura, sztuki plastyczne, architektura) na dawnych wieloetnicznych pograniczach jest czymś zupełnie wyjątkowym. To wzbudza nasz sentyment i nostalgię. Otwierając się na to bogactwo pamiętajmy też i o tym, że właśnie na tych terenach zrodziło się również wyjątkowo dużo zła i nienawiści. Dlatego jest czymś bardzo ważnym żeby nie mitologizować tamtej przeszłości. Bez mitologizowania Przytoczmy w tym kontekście słowa Daniela Beauvois: „(...). Po 1989 roku pojawiła się cała lawina literatury kresowej, która chce koniecznie nam wmówić, że tam panowały idealne stosunki, że była to wspaniała wielonarodowa kultura. To było współistnienie, ale nie prawdziwa harmonia wielokulturowa, jak to się często pisze, także w literaturze podręcznikowej. Ja nie wiem, czy to jest zdrowe dla wizji i wiedzy historycznej uczniów i studentów tak powtarzać, że tam nie było konfliktów religijnych, że była ogólna tolerancja. Przecież dochodziło do okrutnych prześladowań prawosławnych. Był to kraj, owszem, bez stosów, ale... (...). Dojrzali ludzie, dojrzałe narody, powinny sobie mówić prawdę w oczy. A prawda nie jest, niestety, taka różowa i idealna. I trzeba ciągle wspominać o rzeziach i analizować powody tych tragicznych sytuacji, nie wmawiając młodzieży, że panowała tam – jak pisze prof. Andrzej Sulima – Kamiński – powiatowa demokracja. (...) W zamierzeniu była to wspaniała idea rzeczywiście antycypująca Unię Europejską, ale tylko w skali projektu, bo w rzeczywistości nigdy nie zafunkcjonowała.” [Gazeta Wyborcza 14-15 stycznia 2006 s. 5] Dzisiaj: materialne ślady wielokulturowości w Lublinie Materialne ślady tamtej wielokulturowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów będące efektem politycznego zamysłu Jagiellonów wciąż są obecne w Lublinie mimo zniszczeń dokonanych w czasie licznych wojen, mimo kataklizmów. Na mapie miasta można odnaleźć ulice: Ruską, Ewangelicką, Unicką, Plac Litewski. Na co dzień nawet nie zastanawiamy się skąd wzięły się te nazwy. Wspaniałym symbolem spotkania Wschodu z Zachodem jest kaplica św. Trójcy a na ulicy Ruskiej stoi Cerkiew. Na ulicy Ewangelickiej stoi kościół ewangelicki. Na mapie Lublina można również odnaleźć miejsca, które świadczą o znaczącej obecności w historii Lublina Żydów. Jest wspaniały cmentarz żydowski, jest gmach Uczelni Rabinackiej, zachowała się część dzielnicy żydowskiej. Wielokulturowość Lublina zauważył Gustaw Herling – Grudziński, który napisał , że „Lublin jest chyba po utracie Wilna ostatnim miastem Rzeczpospolitej, miastem unii z zachowanymi przynajmniej w tradycji i zabytkach wątkami wielonarodowymi i wielowyznaniowymi.” Dzisiaj – co dla miasta, dla jego mieszkańców oznacza wielokulturowe dziedzictwo? Z dumą przyznajemy się do wielonarodowej, Jagiellońskiej Rzeczpospolitej podkreślając słowa Jana Pawła II: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Tylko czy my mieszkańcy Lublina przyswoiliśmy sobie symboliczne przesłanie jakie w sobie niesie duch Unii i wielokulturowe dziedzictwo Lublina? Czy rozumiemy co oznacza stojący na Placu Litewskim w samym centrum Lublina pomnik Unii Lubelskiej i pomnik Józefa Piłsudskiego – orędownika idei wielkiej, otwartej Rzeczpospolitej? Warto w tym miejscu zadać sobie fundamentalne pytanie o to co oznacza ta tradycja dla Lublina. Jerzy Giedroyć w liście do Miłosza przed wręczeniem mu doktoratu honorowego na KUL-u, w roku 1981 napisał zdanie, które mogłoby być wręcz duchowym przesłaniem dla naszego miasta: „Doktorat KUL-u wydaje mi się znakomitą okazją by w wykładzie jaki zapewne będziesz miał podkreślić że Lublin (Unia Lubelska) jest predestynowany do kontynuowania tradycji ULB i jego roli na wschodzie Europy, która z różnych powodów nie była czy nie mogła być realizowana w okresie dwudziestolecia.” Rzeczywiście Lublin poprzez swoje położenie na pograniczu między Wschodem i Zachodem, w bliskim sąsiedztwie z Ukrainą i Białorusią oraz ze względu na swoją historię może odegrać znacząca rolę w tworzeniu się nowych relacji między społecznościami w tej części Europy. Tylko czy wykorzystujemy tą szansę? Jan Paweł II – prawdziwy obywatel Rzeczpospolitej wielu narodów w „Pamięci i tożsamości” zwrócił uwagę na to, że „jagielloński wymiar polskości (...) przestał być, niestety w naszych czasach czymś oczywistym”. Komentują te słowa ks. Alfred Marek Wierzbicki napisał: „Może poprzez bliższe poznanie, w jaki sposób przeżywał swą polskość Papież z Krakowa, jagiellońska szeroka i otwarta wizja polskości mogłaby nadal inspirować. Już same słowa Jana Pawła II: „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”, zdają się być dynamitem. Mało jest znany symboliczny fakt, który ujawnił w 1990 roku Jan Paweł II w wąskim gronie uczestników sympozjum w Castel Gandolfo. W dniu inauguracji swego pontyfikatu modlił się on w językach narodów dawnej Rzeczypospolitej: po polsku, litewsku, ukraińsku i białorusku.” [ks. A.M.Wierzbicki „Pana Tadeusza też skreślą?” w: Gazeta Wyborcza 6-7 czerwca 2007] Przez ostatnie miesiące w Lublinie toczyła się ożywiona dyskusja dotycząca jego wielokulturowego dziedzictwa, która według większości dyskutantów mogłaby stać się ważnym znakiem rozpoznawczym Lublina i współtworzyć jego markę. Gdy jesteśmy w strefie deklaratywnej wszystko wygląda bardzo pięknie – tak więc jesteśmy miastem jagiellońskim, które dba o swoje wielokulturowe dziedzictwo i rozumie jak ważne ono jest. Niestety w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Tu w Lublinie papierkiem lakmusowym naszego stosunku do jagiellońskiej tradycji naszego miasta jest w dużej mierze nasz stosunek do dziedzictwa kulturowego związanego z historią Żydów w Lublinie. Można wymienić wiele przykładów które pokazują że w rzeczywistości mamy olbrzymi problem z tym dziedzictwem, że wciąż nie potrafimy uznać go za ważną część historii tej ziemi i zrozumieć. Z jednej strony padają piękne słowa o koegzystencji, tolerancji i pamięci, z drugiej strony praktycznie na każdym kroku spotykamy brak wrażliwości i zainteresowania tym, że tuż obok nas ta wielokulturowa przeszłość umiera a razem z nią duchowe dziedzictwo Unii. Przykłady na to przytoczone są w tekście „Co dzieje się z naszym wielokulturowym dziedzictwem”.. Bardzo łatwo przechodzą nam przez usta gładkie formułki: Lublin miejscem spotkań kultur, Lublin – miejscem zawarcia Unii – wielkiego eksperymentu na drodze dialogu kultur. Lublin tygiel kultur, religii itp., itd. Tylko co tak naprawdę to dla nas oznacza i co z tego wynika? Tak więc będąc w jakiś szczególny sposób tu w Lublinie, mieście Unii odpowiedzialni za to wspaniałe dziedzictwo wielonarodowej Rzeczpospolitej nie potrafimy temu sprostać. Nie potrafimy w sposób głęboki i odpowiedzialny poczuć się dziedzicami tej jagiellońskiej tradycji naszego miasta. Wciąż nie rozumiemy, że pamięć o żydowskich mieszkańcach Lublina jest nierozerwalną częścią jego historii i ducha Unii – i że oni również współtworzyli Rzeczpospolitą wielu narodów. Mówiąc o nich wskrzeszamy ducha i przesłanie Unii Lubelskiej. Można tu przytoczyć słowa prof. Marii Janion: ”(...) Nie możemy iść do Europy wypierając z pamięci naszych Żydów, naszych wspólnych skotłowanych losów”. Potwierdzają to słowa wypowiedziane w Lublinie przez głównego rabina Izraela Meira Lau: „Przez wieki Polska była domem dla wielu pokoleń Żydów. Ich tradycja, kultura i historia są także częścią waszej własnej historii”. Niestety wydaje się, że w mieście zawarcia Unii zgubiliśmy jej ducha i przesłanie. A może jest nawet tak jak w jednym z wywiadów powiedziała prof. Janion, że „Sprzeniewierzyliśmy się całkowicie idei Rzeczpospolitej.” To są bardzo mocne słowa ale czy nie uzasadnia ich nasz stosunek do kultury żydowskiej tak mocno wrośniętej w tą ziemię? Tak więc zadajmy sobie następne pytanie: co dzieje się z wielokulturowym dziedzictwem naszego miasta i Regionu? Próbę zarysowania tego tematu podjąłem w tekście „Co dzieje się z naszym wielokulturowym dziedzictwem”. Tomasz Pietrasiewicz

Warning: mkdir(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 358 Warning: chmod(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 359 Warning: fopen(gfx/_logs/error_01_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e.xml): failed to open stream: No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 380 Warning: mkdir(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 358 Warning: chmod(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 359 Warning: fopen(gfx/_logs/error_01_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e.xml): failed to open stream: No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 380