W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Festiwalowa Posca*

06.10.201508:39

Międzynarodowe Festiwale Andrzej Nikodemowicz Czas i Dźwięk wpisały się już w kalendarz najbardziej kulturalnych wydarzeń w naszym mieście. Wydarzeń w znaczeniu tak dziś modnych eventów jest dużo, ale kultury wysokiej nadal wcale nie.Festiwale to przede wszystkim możliwość wysłuchania kolejnych kompozycji Andrzeja Nikodemowicza. 

W tym roku były to:

- Kantata na alt solo i małą orkiestrę „Słysz, Boże, wołanie moje” (1981)
- 2 rubajaty do słów Omara Chajjama (wersja I) na baryton i fortepian (1976)
- 4 pieśni do słów George`a Herberta na sopran, trąbkę i organy (1992)
- Impresja na wiolonczelę i fortepian
- 5 dialogów na flet i fagot (1964)
- Suita na flet, obój, klarnet i fagot (1972)
- Koncert kameralny na skrzypce i zespół instrumentalny (1968)
-13 Ekspresji na fortepian (1959-1960)
- Wariacje organowe na temat pieśni wielkanocnej „Chrystus zmartwychwstał jest” (1996)

Festiwale, z założenia umiejscawiające muzykę Patrona w kontekście kompozycji epok minionych, jak i współczesnych, dają możliwość wysłuchania utworów znanych, ale i zupełnie nieznanych, nowych, tworzonych aktualnie. Ta formuła jest najlepszą z możliwych, gdy bierze się pod uwagę melomana tradycyjnego, którego pragnie się uwrażliwić także i na to, co się dzieje na bieżąco w muzyce tzw. klasycznej. Festiwale to więc swoiste „szkoły słuchania” tego, co nowe, z możliwością porównywania z dawnym i wyciągania wniosków. Z ideą „szkoły” wiąże się jeszcze jeden aspekt organizacyjny Festiwalu. Mianowicie ten, że koncerty dostępne są rzeczywiście dla wszystkich, są prawdziwie egalitarne, bo wstęp jest – wolny. Mimo to frekwencja nie jest najliczniejsza.

Koncerty IV edycji, może z powodu „Listu Otwartego” szefa „Niecodziennika”, miały i tak większą frekwencję. Ale moja posca do tego listu musi być – anteską**. Być może jestem bardziej sceptyczna, znając i tkwiąc od lat w tzw. realiach muzycznych, bo nie wierzę, że muzyka klasyczna, a jeszcze ta współcześnie tworzona jest i musi być postrzegana, nawet przez samych muzyków, jako coś ważnego i wartościowego. Niestety, albo wcale nie niestety - jest to twórczość niszowa i elitarna, nie przeznaczona „dla wszystkich”. I to jest normalne. Na szczęście bowiem ta muzyka nie „obsuwa się” do poziomu popularnych „muzyczek” czy też „tapet muzycznych”, które towarzyszą nam dzień i noc, absolutnie wszędzie. Dlatego nie chodzi o tłumy, a raczej o to, aby w ogóle dać szansę tym, którzy pragną poznać taką twórczość, jak też, a może przede wszystkim dać szansę zaistnienia w sali koncertowej i pod palcami (ustami) wybitnych artystów takich dzieł, jak dzieła Andrzeja Nikodemowicza, które były pisane „do szuflady”.

Festiwale dopomagają Potomności, wyciągając już dziś te ukryte dotąd Ślady Obecności Kompozytora i jest to sprawa nie do przecenienia. Słuchając od I edycji absolutnie w s z y s t k i c h koncertów mogę stwierdzić, że wiele się nauczyłam, wiele poznałam i doznałam. Nie wszyscy jednak są ciekawi i otwarci na świat muzyki, a co dopiero nieznanej. Tak to właśnie jest. Mimo to nie warto przykładać do Festiwalu miary eventów, gdzie oglądalność i lajki decydują o ich być albo nie być. Prawdziwa twórczość istnieje nie po to, aby ją lajkować, ale aby wejść z nią w rezonans, a do tego potrzeba pewnego wysiłku intelektualnego, emocjonalnego, a czasem i fizycznego (na przykład ruszyć się z wygodnego fotela przed tv). Nasz świat unika tego, co wymaga wysiłku, niestety coraz intensywniej. Można powiedzieć, że cały wysiłek intelektualny zostaje spożytkowany na unikanie wysiłku intelektualnego . Stąd nuda i acedia w rozmiarach, których jednak nasi przodkowie nie znali. Wydaje się, że już nie ma innej rzeczywistości, ale przecież tak nie jest. Świadczą o tym także i koncerty Festiwalu, tworzące enklawę kultury wysokiej.  A także i to może nie najliczniejsze grono słuchaczy koncertowych.

Oczywiście życzymy Patronowi i Organizatorom znacznego powiększenia liczby słuchaczy Festiwalu, bo jest tego wart. Zachęcamy też i przekonujemy choćby naszym pisaniem, Pan – „W Liście Otwartym” i ja w notatkach z koncertów, do osobistego uczestnictwa. Ale czyż można kogoś przymusić do odbioru piękna? Nie. Można tylko zachęcać i robić swoje, bo przykład dużo znaczy, o czym się dziś zapomina. 

Czas więc teraz pogratulować pomysłodawczyni i Dyrektor Festiwalu – Pani Teresie Księskiej-Falger tego, że tak wytrwale kulturalne spotkania aranżuje, planuje i prowadzi. I gorąco podziękować za to, że mamy możliwość słuchać znakomitych koncertów, w znakomitych wykonaniach, być świadkami kreacji artystycznych i zwyczajnie przeżywać radość melomanów, dla których muzyczne spotkania są najważniejsze na świecie. Przynajmniej – ich świecie. Podziękować także Dwójce Niezłomnych, czyli Pani Dyrektor Szkoły Muzycznej  Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego Danucie Warząchowskiej i Dyrektorowi  Towarzystwa – Panu Ryszardowi Heliaszowi, którzy doglądają wszystkich najmniej wdzięcznych, a tak niezbędnych spraw i czynności wokół i przy Festiwalu się rozgrywających.

A Profesorowi Andrzejowi Nikodemowiczowi dziękujemy za wszystkie emocje, drgnienia serca i umysłu, do których nas sprowokowały Jego dzieła.
Iwona A. Siedlaczek

*posca to rodzaj żeński od Post scriptum; dopisek do listu czy artykułu zyskuje w tej formie na gracji, dla rodzaju żeńskiego znamiennej, kończy się też tak jak włoskie: la ragazza, la gatta, la capra czy la luna, co przypomina, że wynalazcą jej był Andrzej Nowicki (1919-2011) – filozof i italianista, wielbiciel języka i kultury włoskiej

**anteska (antesca) to delikatnie antytetyczna posca