Serwis Lublin.eu używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Finałowy koncert, VI Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza, recital skrzypcowy

17.10.201716:16

FINAŁOWY KONCERT VI Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza, recital skrzypcowy, 6 X 2017
czwartek, 12 październik 2017
Galeria Malarstwa Polskiego Lubelskiego Zamku

Taki FINAŁ – to prawdziwy finał, artyści grali jak nawiedzeni. Bo też byli – nawiedzeni – Obecnością Duchów Kompozytorów w Dziełach, które wykonali. Niech żałują wszyscy, którzy nie przyszli na ten niesamowity recital. Panowie Wojciech Proniewicz i Radosław Sobczak to każdy z osobna wyrazista osobowość artystyczna. A kiedy dwaj soliści zaczynają współpracować i wzajemnie się inspirować - to może się wydarzyć właśnie coś tak wspaniałego, co miało miejsce w Sali Malarstwa Zamku Lubelskiego na ostatnim koncercie VI Festiwalu.
Program w całości znakomity, także jako kontekst dla kompozycji Andrzeja Nikodemowicza – wspaniały. I utwory Naszego Mistrza prezentowały się w tym kontekście – wspaniale. Wojciech Proniewicz nie tylko je perfekcyjnie do występu – przygotował, on je bardzo osobiście przeżył. A Radosław Sobczak nie – akompaniował, tylko współkreował muzyczną frazę, z przeciętnego fortepianu wydobywając wciąż inne, zaskakujące barwy. I właśnie to wszystko tak silnie, tak niesamowicie energetycznie oddziałało na publiczność.  
Skądinąd  znakomite i piękne przecież nagranie Katarzyny Dudy i Agnieszki Schulz-Brzyskiej (1) „Nokturnu” i „Romansu” Nikodemowicza, nie emanuje takim żarem, jak na żywo wykonane tego wieczoru przez Proniewicza i Sobczaka – miniatury. 
Znaczy to tylko tyle, że muzyka Nikodemowicza – żyje, inspiruje i może być wspaniale wykonywana, właściwie dopiero dziś, przy takich umiejętnościach instrumentalistów,  którymi w czasie, kiedy była pisana, dysponowali naprawdę – nieliczni. „Romans” i „Nokturn” są bez wątpienia utworami „repertuarowymi” i miejmy nadzieję, że artyści, którzy je wykonywali na Festiwalach dotychczasowych (Katarzyna Duda,  Bartłomiej Woroch, Wojciech Proniewicz) będą je mieli w swoim repertuarze i dzięki temu – będą grali w różnych miejscach kuli ziemskiej.  To także i w tym aspekcie pisałam, że obecność Andrzeja Nikodemowicza – z każdym Festiwalem – olbrzymieje. Artyści spięli recital szlachetną klamrą „Nokturnu”(1951) Andrzeja Nikodemowicza, który zagrali na początku i jako – bis raz jeszcze, ale – inaczej, chyba jeszcze piękniej. W „Nokturnie” i „Romansie”, które dzieli odległość czasowa zaledwie lat czterech, zauważalna jest już pewna zmiana /pojęcie „ewolucji” tutaj nie pasuje, bo obydwa utwory są znakomite - inaczej/  języka kompozytorskiego. „Romans” (1947) jest jeszcze bardzo „romantyczny”, co wcale nie oznacza – naśladowczy, a tylko barwowo zanurzony w tym wspaniałym emocjonalnym „sosie”. Ten „sos” bywa w brzmieniu nawet nieco Brahmsowski. 
Żarliwość dźwięku skrzypka i mistrzowskie uzupełnienie pianisty dały możliwość poczuć jak piękna jest ta kompozycja. I że warto, aby zaczęła istnieć obok dzieł Szymanowskiego i Karłowicza na estradach koncertowych. Zwłaszcza, że jeszcze wciąż jest – po prostu – nowa, bo dotąd nie grywana. Temat „Romansu”, który od razu zapamiętujemy, a który powraca w odcinku trzecim /stąd w sensie formalnym - to miniatura/ ma w sobie wielki potencjał energetyczny. Kompozytorski zabieg tremolando opartego na ekstensji interwałowej został przez skrzypka tak wprowadzony, że chciało się słuchać, co będzie dalej - jeśli ktoś nie zna, ale i jeśli zna, co uważam za osobiste osiągnięcie artysty. Rys wysoce indywidualny wykonywanym utworom nadawała wibracja skrzypka – bardzo gęsta i kiedy trzeba szybka, o głębokim, przejmującym wydźwięku. Także w „Nokturnie”. To utwór, w którym Andrzej Nikodemowicz znacznie upraszcza w stosunku do „Romansu” skalę środków, pokazując nową barwę, która pojawiać się będzie w późniejszych utworach (choćby „Kołysankach”, ale też – w pieśniach). Melodia „Nokturnu”, która jest pięknie zakorzeniona w Karolu Szymanowskim, została przez skrzypka tak cudownie wyśpiewana i wespół z pianistą w najwyższej emocjonalności podana nam do słuchania, że nie mamy już żadnych wątpliwości – muzyka Nikodemowicza musi brzmieć na estradach koncertowych. 
Jest tego warta, co wielokrotnie podkreślała Dyrektor Festiwalu Teresa Księska – Falger.  A ja raz jeszcze podkreślę, że program finałowego koncertu VI Festiwalu był tak świetnie zaplanowany, że już jego anons mógł pobudzić ciekawość słuchaczy. „Partita” Witolda Lutosławskiego (1988), „Temat z wariacjami”  Olivera Messiaen`a z 1932 r. to przecież dzieła niezwykłe, które znamy i słuchamy z wielką przyjemnością. Wykonania obydwu tego wieczoru były po prostu - artystycznymi kreacjami. „Partita”, którą Wojciech Proniewicz pokazywał już w Lublinie, tym razem zabrzmiała jeszcze wspanialej, bo nowy jej walor stanowiła współpraca z Radosławem Sobczakiem. Nigdy nie słyszałam, aby pianista zrobił w niej takie cuda artykulacyjne i barwowe, które spowodowały, że „Partita” w obydwu warstwach wykonawczych stała się utworem kongenialnym z partyturą. To   b y ł  prawdziwy Lutosławski. 
„Temat z wariacjami” Messiaen`a to dzieło skromne, a niezwykłe. Ale bez niezwykłego vibrato Wojciecha Proniewicza, które zmieniało prostotę Tematu w genialną podniosłość, nie miałaby publiczność tej wielkiej frajdy słuchania. A dzięki pianiście, który ma w utworze trudną rolę rytmicznego „napędzacza” wariacyjności, beztrosko zapomnieliśmy, że to głównie do niego odnoszą się uwagi (2), którymi opatruje swoje „Wariacje” kompozytor, a które można określić jako wariacje na temat odcieni „umiarkowania” i trochę „nieumiarkowania” w muzyce (Wariacja 5). Patos (dobrze rozumiany) i uczucie radości splatają się w tej kompozycji w cudownie ulotną całość. Dzięki artystom mieliśmy okazję doświadczyć naprawdę niezwykle uduchowionego wykonania. A za to nakierowany na ten fakt francuski kompozytor pewnie by im podziękował. I ja dziękuję…
Współtwórcze pierwiastki, jakie nadaje dziełu - wykonanie, które podkreślałam przy okazji recitalu Zbigniewa Raubo, tutaj były niezwykle namacalne. Utwór /biorę w nawias muzykę elektroniczną, choć wielu badaczy wskazuje, że to do niej będą należały kolejne stulecia historii muzyki/ nie istnieje  b e z  wykonawcy. Utwory XX i XXI-wieczne /pomijam słabe i niepotrzebne, których jest dużo, jak – za dużo jest teraz wszystkiego w kulturze: złej poezji, głupiej i pustej prozy, takich dzieł sztuk plastycznych itd./ nie istnieją – bez znakomitego wykonawcy, który dopiero może wydobyć z nich prawdziwe piękno, a jeśli wiemy, że już dziś go w dawnym rozumieniu tego pojęcia nie poszukujemy aż tak bezwzględnie, to jednak – sens, który nadal stanowi wielką wartość prawdziwego dzieła sztuki. 
Największym atutem wykonań tego wieczoru była wypracowana, przemyślana dramaturgia prezentowanych dzieł, która słuchaczom dawała właśnie – ich  s e n s o w n y obraz. Można grać brawurowo, wirtuozowsko i grać – pusto. Panowie potrafili przekazać publiczności głęboką fascynację graną muzyką, a to już pewien naddatek w stosunku do świetnie odtworzonej warstwy materiałowej. Na ten naddatek publiczność odpowiedziała długimi oklaskami, wyrażającymi jej zachwyt i wdzięczność. 
Ekspresja skrzypka, który przez nią właśnie tak często rwał włosy ze smyka, nie polegała na samym fizycznym dobitnym tarciu, przy którym te włosy szybko pękają, ale na odwewnętrznej temperaturze pociągnięć, które wespół z absolutnie indywidualną barwą skrzypka /vide wyżej – wibracja/ tworzyły t e n rodzaj narracji, która zachwyciła słuchaczy. Piękny wizualnie i barwowo instrument, na którym skrzypek grał, to współczesna kopia włoskiego modelu Guarneriusa, powstała w pracowni Wojciecha Topy, który znany jest bardziej z bycia członkiem zespołu folkowego „Zakopower”. Instrument współtworzył barwę, ale bez wyczucia, wyobraźni, wrażliwości słuchowej i muzycznej skrzypka niewiele by to dało. Dzięki tym indywidualnym rysom artystów także Ignacego Jana Paderewskiego „Sonata na skrzypce i fortepian” op. 13 nie nużyła się, jak w innych wykonaniach. Smaczki, które w niej odnaleźli i nam pokazali były naprawdę niezwykłe. W cz. III wydawały mi się dotąd te pusto brzmiące akordy skrzypiec dość prostackie, a tu okazuje się… można inaczej. A w muzyce właśnie owo „aliter” jest tak istotne, że dla niego jesteśmy skłonni słuchać po raz setny utworu, bo ktoś przykuł naszą uwagę – innym zupełnie wykonaniem. Taki właśnie był tutaj Paderewski.  
W czasie recitalu zabrzmiał jeszcze jeden utwór - „Capriccio na skrzypce solo” Andrzeja Nikodemowicza. Mówię o nim na końcu, ale jako o czymś najniezwyklejszym tego wieczoru. Kaprys znacznie trudniejszy od Paganiniego przede wszystkim dlatego, że Paganini jest już dla nas strasznie – przewidywalny. A tu spiętrzone jeszcze trudności: co rusz – skoki, przebiegi w kontrastowych rejestrach (co pierwszy zastosował Paganini), złożona rytmika, 
a dodatkowo efekty sonorystyczne: sul ponticello i zupełnie zaskakujące - pizzicata za podstawkiem, za których skrupulatne wykonanie artysta poniósł konsekwencje w postaci rozstrojonego instrumentu. Utwór najeżony tymi trudnościami zagrany z błyskotliwością, ale nie nakierowaną na popis, a fascynującą sztukę interpretacji / czyli „sztuczki” podporządkowane – wyższym celom / był po prostu zachwycający. Mój zachwyt mogę porównać tylko z jednym wykonaniem -  wiolonczelistki Kerstin Feltz „Capriccia na wiolonczelę solo” Andrzeja Nikodemowicza (2).
Tuż przed bisem Córka Kompozytora postanowiła wzruszająco podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do faktu, że VI Międzynarodowy Festiwal Andrzej Nikodemowicz – Czas i Dźwięk zaistniał w przestrzeni Lublina. A że zaistniał w sposób naprawdę znakomity, nie mamy wątpliwości. Że koncerty miały ogromną siłę muzycznego oddziaływania. Że wysłuchaliśmy nieznanych dzieł Mistrza Andrzeja, ale też powtórzyliśmy sobie – już z innym przygotowaniem, niektóre znane. I wiemy, czemu dała wyraz w swojej mowie Małgorzata Nikodemowicz, że bez Dyrektor Festiwalu – Pani Teresy Księskiej-Falger tych koncertów po prostu by nie było. Nic nie jest w życiu – oczywiste, ale może zwłaszcza nic nie jest – oczywiste – w Kulturze. 
Osłuchując nas coraz lepiej z muzyką Andrzeja Nikodemowicza Festiwal spełnia także rolę takiego medium w krajobrazie lubelskim, które jako jedno z niewielu (5) pozwala na żywo słuchać tyle muzyki tzw. współczesnej (3). Tym większa zatem jego funkcja, nazwijmy to – misyjna. Ci, którzy chodzą na koncerty od I Festiwalu naprawdę przebyli solidny kurs muzyki współczesnej i jest to dla społeczności naszego 700-letniego, z ogromnymi przecież tradycjami kulturalnymi – Miasta, wartość nie do przecenienia.
Iwona A. Siedlaczek

Przypisy
(1)    DUX 0705, 2009 r. Jest to płyta monograficzna, w całości poświęcona muzyce skrzypcowej Andrzeja Nikodemowicza. Na płycie znalazły się także: Kołysanka (1949), „Poème” I i II z „Trois Poèmes na skrzypce i fortepian” (1955-56) i „Sonata na skrzypce i fortepian” (1948-49). Płyta jest dostępna, 
gorąco ją Państwu, którzy już zasmakowali ( a chyba powinni po sześciu odsłonach festiwalu) w muzyce Andrzeja Nikodemowicza, polecam! 
(2)    Thème – Modéré (Umiarkowanie)
Variation Number 1 – Modéré (jeszcze Umiarkowanie)
Variation Number 2 – Un peu moins Modére (nieznacznie mniej Umiarkowanie) 
Variation Number 3 – Modéré, avec éclat ( w jasnym kolorycie Umiarkowania) 
Variation Number 4 – Vif et passionné (z życiem i namiętnie, czyli de facto Nieumiarkowanie ) 
Variation Number 5 – Tres modéré (Nadzwyczaj Umiarkowanie!, co oznacza w efekcie dla skrzypka straszliwie długie dźwięki w wysokich pozycjach…) 
(3)    Kerstin Feltz zagrała je w czasie Recitalu 16 lipca 2011 r. w Bazylice OO Dominikanów. Obok Johanna Sebastiana Bacha „Suit na wiolonczelę solo”. Koncert był absolutnym wydarzeniem. Wydarzeniem w ramach cyklu HARMONIE STAREGO MIASTA, dodajmy. 
(4)    „tak zwanej” odnosi się do faktu, że w większości jest to muzyka, która ma już swoje lata (vide daty kompozycji choćby Andrzeja Nikodemowicza), choć zdarzają się i kompozycje zupełnie nowe, jak utwór Dariusza Przybylskiego z 2015 r. zagrany 30 września 2017 r.
(5)    W 2017 r. odbyło się już XXI Forum Witolda Lutosławskiego organizowane przez Filharmonię Lubelską. Od 1988 roku swój cykl koncertów (z reguły jeden w roku) o nazwie „AKORD" ma Lubelski Oddział Związku Kompozytorów Polskich, któremu obecnie przewodniczy kompozytor - prof. Mariusz Dubaj. Ostatni odbył się 10 grudnia 2015 na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie  - był to AKORD XV. MISTRZOWSKI RECITAL. W HOŁDZIE PROFESOROWI ANDRZEJOWI NIKODEMOWICZOWI Z OKAZJI 90. ROCZNICY URODZIN. 

Iwona Agnieszka Siedlaczek -  wciąż jeszcze nauczycielka skrzypiec Szkoły Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, bardzo przywiązana do słuchania żywej muzyki, z której na gorąco pisze czasami notki, noty i elaboraty, których nikt nie czyta (z wyjątkiem Redaktora Niecodziennika, ale On to robi z obowiązku), ale przecież ktoś musi prowadzić choćby niekompletną  Kronikę Lubelskiego Życia Muzycznego. Dla Potomności!   

Kalendarium wydarzeń

<

23.11.2017

>

Październik 2017

Listopad 2017

Grudzień 2017

Styczeń 2018

Luty 2018

Marzec 2018

Kwiecień 2018

Maj 2018

Czerwiec 2018

Lipiec 2018

Sierpień 2018

Wrzesień 2018

Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
28 29 30 31
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30 31

Zgłoś problem

X

Zauważyłeś niepoprawne działanie strony lub nieaktualne dane? Zgłoś to korzystając z poniższego formularza.

(wpisz wynik liczbowo)