Serwis Lublin.eu używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.Zamknij

Drukuj stronę do PDF IV KONCERT - kameralny, sobota 1 października, Sala Malarstwa Polskiego na Zamku, godz. 19.00

07.10.201622:49

Są koncerty, które wymagają ogromnego nakładu środków  - np. VIII Symfonia - Symfonia Tysiąca, w której Gustav Mahler zalecił wręcz monstrualną obsadę wykonawczą (w premierowym wykonaniu wzięła udział orkiestra licząca 171 osób  - w tym organy, trzy połączone chóry  - jakieś 850 śpiewaków oraz ośmiu solistów-wokalistów). Są też koncerty, które wymagają ogromnego nakładu sił wykonawców, choćby była ich tylko dwójka. Takie koszty ponieśli artyści sobotniego koncertu, bo musieli przywieźć z Warszawy, potem wtaszczyć do windy, następnie rozłożyć w sali na szczęście nie – fortepian, a trochę lżejszy klawesyn. Pomogło oczywiście Lubelskie Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego i tu przy okazji głębokie ukłony w stronę Dyrektor Artystycznej Festiwalu i Organizatorów, bo to niewdzięczny, nieodpłatny, a czas i nerwy pochłaniający splendor. Ale – warto było, bo też artyści zostali przez lubelską publiczność festiwalową (w tym osobiste grono znajomych wiolonczelisty, który tu ukończył Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną II stopnia w klasie znakomitego Profesora Ryszarda Łosakiewicza - i się do tego przyznaje!) przyjęci niezwykle serdecznie, ciepło i z aplauzem!
1 października jest Międzynarodowym Dniem Muzyki. Bohaterowie tego wieczoru : wiolonczelista Ryszard Bednarczuk i klawesynistka Lilianna Stawarz (to jej własny instrument przebył taką drogę, piękny, czarny, z wnętrzem w kolorze – umbry) pomogli melomanom uczcić go bardzo godnie. Uczcić koncertem zwartym i dość krótkim, z doskonale dobranym programem, który jak wszystkie w czasie trwającego V Festiwalu godził dwa tak różne muzyczne żywioły jak muzykę epok wcześniejszych i współczesną. Tym razem zabrzmiała muzyka barokowa (stąd klawesynistka i klawesyn) i muzyka kompozytorów lubelskich: Mariusza Dubaja, Mieczysława Mazurka i na końcu (last but not least) Andrzeja Nikodemowicza. 
Barokowe kompozycje nie wymagają rekomendacji, bo też i gra się dziś muzyki barokowej pewnie tyle ile w samym baroku, co zadziwiłoby kompozytorów tamtego czasu, bo wtedy nie grano żadnej innej - tylko muzykę kompozytorów współczesnych. Przemysł muzyczny (bo jest to – przemysł, a muzyka jest w nim takim samym towarem, jak każdy inny) szybko się zorientował, że nagrania muzyki barokowej rozchodzą się „jak świeże bułeczki”, a większości muzyki współczesnej – nie. Rachunek prosty. Oczywiście działa tu nie tylko ekonomia. Kilku znakomitych badaczy – znawców historycznego wykonawstwa tej muzyki i wielkich jej pasjonatów, jak Christopher Hogwood (który jako pierwszy grał muzykę dawną na instrumentach z epoki), Nikolaus Harnoncourt czy  Philippe Herreweghe, a w Polsce Agata Sapieha i współpracująca z nią właśnie Lilanna Stawarz, wprowadziło cały świat w istne szaleństwo wykonawstwa historycznego, które dla wielu muzyków i jeszcze większej liczby melomanów jest wspaniałą przygodą muzyczną. Ale często, niestety, muzykę współczesną spycha na plan dalszy. Pewnie dałoby się to pogodzić, bo w świecie jest miejsce na wielką różnorodność, ale my ludzie rzadko kiedy otwieramy się na nowość, inność, zadowalając się tym co dobrze znamy, albo tym, co jest „popularne” w najgorszym znaczeniu tego słowa. Aby interesować się muzyką współczesną trzeba mieć w sobie – ciekawość. Ale programy festiwalowe są właśnie (na szczęście) tak pomyślane, aby publiczność cieszyła się ze znanego i mogła poznawać nowe, dotąd nieznane. W czasie sobotniego koncertu mieliśmy sympatyczny przekładaniec tych dwóch nurtów.
François Couperin (1668-1733) i jego Pieces en Concert wykonywane w wersji na wiolonczelę i fortepian, a także z orkiestrą smyczkową (czasem zminimalizowaną do kwartetu) tu zabrzmiały z klawesynem. Couperin był mistrzem gry i jednym z największych kompozytorów muzyki klawesynowej. Ta 5-częściowa suita (Prelude, Sicilienne, La tromba, Plainte, Air de diable) zawiera w sobie całe bogactwo jego inwencji kompozytorskiej, jak i zachwycające nas do dziś próby programowości (udatne naśladowanie trąbki w La tromba) czy swoistego portretowania (Air de diable), ale przede wszystkim odpowiada na wciąż w nas najsilniej tkwiące pragnienie odnajdywania emocji w muzyce (1)   (Plainte – lament, skarga). Całość w wykonaniu solistów zabrzmiała świeżo, zgrabnie i z wyczuciem, więc ci, którzy przyszli skuszeni barokiem, mogli być zadowoleni. 
Postać włoskiego skrzypka, kompozytora i sztycharza nut  Carlo Tessariniego (ca.1690 - po 15 grudnia 1766) jak widać już z samej niedokładności dat życia została przez historię potraktowana gorzej niż koledzy po fachu. Także, jak Pietro Locatelli (rówieśnik) czy wcześniej Arcangelo Corelli - koncertujący wirtuoz, jest mniej znany i grywany. Sonata F-dur na wiolonczelę i klawesyn, to transkrypcja sonaty skrzypcowej, funkcjonująca zresztą dłużej w repertuarze wiolonczelistów niż skrzypków. Napisana w typie sonata da chiesa, jaki rozsławił wcześniej Corelli czyli 4-częściowa (Adagio, Allegro con brio, Andante cantabile e molto espressivo, Presto) ze zmiennością charakteru i tempa, włoską śpiewnością fraz, która rozlała się na muzykę całej Europy i energetyzmem części szybkich. Wszystko to, a zwłaszcza cantabile e molto espressivo (ulubiona część wiolonczelisty, jak sam ją zapowiedział, bisując) zostało przez solistów przemyślane i publiczności do słuchania ładnie podane. I choć wiolonczelista nie grał ortodoksyjnie barokowo (stary instrument, ale bez jelitowych strun i barokowego smyczka, bo na co dzień nie specjalizuje się w takim wykonawstwie), to przecież nie sposób już dziś, po latach upublicznionych badań nad muzyką baroku grać tę muzykę jak jeszcze sto lat temu, kiedy ją na nowo odkrywano. Ale towarzysząca artyście klawesynistka – wysokiej klasy specjalistka tej muzyki, grała już perfekcyjnie na sposób epoce właściwy - dodając, ozdabiając i umiejętnie podkreślając zmieniające się figury retoryczne– ten ogólnie przyjęty kod muzyki barokowej w pewien sposób później przez lubiących porządek Niemców skodyfikowany w Affektenlehre - teorię afektów.  
Solo wykonała dwa fragmenty Jana Sebastiana Bacha, które stanowiły dopełnienie bloku barokowego tego koncertu. Fantazja a-moll BWV 904 (bez fugi) i Chaconne d-moll BWV 1016 – będąca transkrypcją słynnego fragmentu skrzypcowej Partity II. Zapis nutowy utworów barokowych, jeśli się w i e, jak je wykonywać, jest zaledwie pretekstem. Jeśli śledzi się zapis słuchając wykonania, widzi się jasno, że to pewien szkielet, któremu wykonawca nadaje dopiero kształt cielesny. Tak było i z wykonaniem Lilanny Stawarz. Zwłaszcza w Chaconne d-moll – dla osłuchanej i opatrzonej w nutach skrzypaczki – klawesynistka pokazała jej „inną twarz”. Powstały już mniej lub bardziej udane transkrypcje na flet, a nawet marimbę, a także na dwie i trzy wiolonczele (naprawdę dobrze to brzmi, bo brzmieniowo poszerza zakres skrzypcowy o te fantastyczne niskie tony wiolonczeli!), oczywiście i na klawesyn. Na klawesynie trzeba jednak zagrać zupełnie inaczej, aby wypełnić dłuższe dźwięki, których klawesyn nie produkuje z natury swej, można za to jeszcze zwiększyć ruchliwość przebiegów trzydziestodwójkowych, dodawać niezwykłe ozdobniki, których skrzypkowie nie grają lub w znacznie mniejszej ilości, bo i tak jest nad czym się pocić. Wbrew wielu oponentom, którzy uważają, że takie transkrypcje niszczą utwór, jest to de facto bliskie filozofii muzyki barokowej, dla słuchaczy zaś bardzo interesujące, a dla muzyków - inspirujące, bo wydobywające inne aspekty znanego sobie dzieła, zwłaszcza t a k genialnego. Pokazuje to jednocześnie, jak muzyka potrafi zadziwiać swoją wielowersyjnością i naprawdę daje możliwości różnorodnego jej odczytania przez wykonawców, zwłaszcza tych najlepszych, których można uważać za – współtwórców dzieła. Chaconne d-moll w wersji Lilianny Stawarz podana, miała duże wzięcie u publiczności. Zasłużone. 
Koncert dopełnił blok utworów współczesnych, żyjących i na koncercie obecnych kompozytorów lubelskich. Dwa z nich - Mariusza Dubaja – Capriccio nr 1 na  wiolonczelę solo i Mieczysława Mazurka – Semplice  per cello zostały dedykowane Ryszardowi Bednarczukowi, więc „nie ma on innego wyjścia”, jak je grać – zwłaszcza w Lublinie. Ponieważ miałam okazję słuchać tych miniatur wykonanych w czasie AKORDU XIII , mogę już coś o nich powiedzieć. Zabrzmiały lepiej niż za pierwszym razem, czyli zrosły się z wykonawcą, co dobrze świadczy o kompozycjach (kompozytorach!), jak i samym wykonawcy. 
Capriccio nr 1 Mariusza Dubaja (może usłyszymy kiedyś wszystkie trzy) z 2000 r., nie trwająca nawet dwóch minut kompozycja nawiązująca do XIX-w. tradycji  krótkich solowych utworów instrumentalnych o charakterze improwizacji jest w brzmieniu bardzo wiolonczelowa, zresztą tak jak wszystkie trzy utwory kompozytorów lubelskich. Co przez to rozumiem? Kompozytorzy wyraźnie gustują w barwie tego instrumentu i nie chcą jej zmieniać, poprawiać, a raczej maksymalnie wyzyskać. Chcą, aby tradycyjnie pojęty „piękny dźwięk”, zwłaszcza te wspaniałe dolne dźwięki na strunie C (65,4 Hz – to ta jej wysokość robi takie wrażenie) - brzmiały. Stąd chętnie stosują arpeggio legato rozłożonych akordów, gdzie dolny, ładnie przez wiolonczelistę smyczkiem wytrzymany dźwięk zostawia w powietrzu na dłużej to brzmienie alikwotów (tonów składowych dźwięku), które uchu słuchacza dostarczają tyle przyjemności. Na takich rozłożonych akordach o nośnych brzmieniach, gdzie zamiast jednego – górnego dźwięku pojawia się sekwencja od jednego do kilku półtonów w dół, zestawił Mariusz Dubaj gros swej miniatury. Pojawiają się jeszcze pochody chromatyczne, które prowadzą do zakończenia Capriccia układem nasyconych sekst, które drżąco ulatują w przestrzeń leciutkim tremolo – świetne i bardzo efektowne zarówno w zamyśle kompozytorskim jak i wykonaniu.
Semplice  per cello (2002) Mieczysława Mazurka ma tytuł trochę mylący, przynajmniej w wykonaniu Ryszarda Bednarczuka. Utwór składa się z wielu małych odcinków, wykorzystujących pauzę jako nośnik napięcia (przez zatrzymanie akcji), udane melodycznie fragmenty, efektowne glissanda: chromatyczne , a także razem z tremolo, efektowne (i trudne) skoki od struny C do flażoletowych i nie brzmień strun d i a, tremola i zwykłe powtarzania dźwięków, pizzicata, pochody dwudźwiękowe. Słowem – dużo się w tej muzyce dzieje. Jak to zapisałam, to widzę, że bardziej mi się ona układa w jakieś capriccio, a właściwemu na tym koncercie Capricciu - bliżej do semplice (muzyczne – z prostotą, co nie oznacza – proste do wykonania, a w utworach współczesnych już nawet i do -  słuchania). Ci, którzy byli na koncercie, muszą sobie odpowiedzieć, czy rzeczywiście. Duże brawa dla wykonawcy i kompozytorów obydwu miniatur mogą świadczyć, że muzyka końca XX w. daje się nie tylko słuchać, ale sprawia – przyjemność. A może i lekcje kolejnych festiwali miały wpływ na ten odbiór. Wierzę, że tak.  
Impresja na wiolonczelę i fortepian, która pięknie zwieńczyła koncert, to utwór przez Ryszarda Bednarczuka chętnie wykonywany, ja sama słyszałam go już dwa razy (co dla utworów współczesnych oznacza właściwie – dużo) – na AKORDZIE XIII (2) 2010 i jako bis na I Festiwalu 30 września 2012 r., gdzie Ryszard Bednarczuk grał Concerto-meditazione Nikodemowicza. Dobrze, gdy kompozytorzy dedykują swoje utwory określonym wykonawcom, bo potem mają je oni w repertuarze i – wykorzystują, czyli powiększają przestrzeń istnienia tych utworów. Lilianna Stawarz zasiadła przy tym utworze do fortepianu, choć chyba mniej go lubi niż klawesyn. Towarzyszyła jednak soliście z wielkim wyczuciem, a szerokie, potoczyste frazy pięknie prowadzone przez wiolonczelistę wsparła subtelnym dopowiedzeniem. Impresja to budowany przez kompozytora – nastrój. Brzmienie wiolonczeli od nasyconego w dwudźwiękowych pochodach i melodycznych „tropach” aż do flażoletowych, melancholijnych zaśpiewów wciągało w nostalgiczny klimat. Tak tę Impresję odebrałam przy pierwszym wysłuchaniu i nadal – jako melancholijną,  w klimacie zadumy i nostalgii - odbieram. Może dlatego, że coraz częściej i ja nad upływającym czasem czyli Heideggerowskim byciem ku… się zamyślam. Do tego muzyka bywa bardzo potrzebna, choć to nie jest jej – celem. 
Sumując – koncert znakomicie przyjęty przez przejętą i zasłuchaną publiczność, interesujący program, spotkanie z muzyką „naszych” kompozytorów. Wszystko razem miało niepowtarzalny urok chwili. A ponieważ chwila nie jest trwała, więc staram się ją dla Państwa zatrzymać na dłużej. 
Iwona A. Siedlaczek    
---------------------------------
(1). Dyskusja na temat, czy muzyka coś wyraża, czy przekazuje emocje, nie jest do rozstrzygnięcia dziś, a może – nigdy. Nie opiera się jednakże tylko na „wierze” jednych, że muzyka jest takim nośnikiem, ale na wielu psychologicznych i socjologicznych badaniach, obserwacjach i zapiskach, także ludzi z muzyką zawodowo nie związanych, których nie sposób w myśleniu o muzyce i jej badaniu pominąć. Nie można nie zgodzić się, że język opisu muzyki (oczywiście muzyki przez wielkie M) nie oddaje bogactwa jej przesłania (jeśli się uważa, że takie - ma), a sucha analiza muzykologiczna potrafi sprowadzić utwór do matematyki. Pisanie o muzyce w kontekście jej – wyrazu jest więc trudne i nieoczywiste.   
(2). AKORD XIII - KOMPOZYTORZY LUBELSCY W HOŁDZIE FRYDERYKOWI CHOPINOWI Z OKAZJI 200. ROCZNICY URODZIN, Trybunał Koronny w Lublinie, poniedziałek, 13 grudnia 2010 r., godz. 18.
W programie był oczywiście Fryderyk Chopin - Introdukcja i Polonez C-dur op. 3 na wiolonczelę i fortepian (1829-30) w wykonaniu Ryszarda Bednarczuka – wiolonczela i Romualda Mateckiego – fortepian i na fortepian solo – w wykonaniu Mariusza Dubaja, a także różne okazjonalne i nie tylko kompozycje kompozytorów lubelskich i z Lublinem związanych (Henryk Czyżewski, Krzesimir Dębski, Mariusz Dubaj, Mieczysław Mazurek,  Andrzej Nikodemowicz, Rafał Rozmus). 

Iwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym
 

Wydarzenia polecane

Kalendarium wydarzeń

<

25.06.2017

>

Maj 2017

Czerwiec 2017

Lipiec 2017

Sierpień 2017

Wrzesień 2017

Październik 2017

Listopad 2017

Grudzień 2017

Styczeń 2018

Luty 2018

Marzec 2018

Kwiecień 2018

Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
28 29 30 31
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6

Zgłoś problem

X

Zauważyłeś niepoprawne działanie strony lub nieaktualne dane? Zgłoś to korzystając z poniższego formularza.

(wpisz wynik liczbowo)