W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Jak w XIX wiecznym salonie, czyli Pieśń w bibliotece

03.12.201520:58

Nie ma już tych salonów, które powstawały na przełomie XVIII i XIX w., a kwitły jeszcze pod koniec wieku XIX. Niezwykłą rzadkością są dziś także recitale pieśniowe, które jeszcze nie tak dawno odbywały się w Filharmonii Lubelskiej. Niektórzy pamiętają zapewne piękny głos Lublinianki Danuty Damięckiej-Natanek, którym czarowała na tej estradzie choćby w pieśniach Karłowicza. Gdy w czasie uroczystości pogrzebowych w 2006 r. mąż artystki odtworzył te nagrania, wszystkich nas wtedy obecnych poruszył nimi do głębi.

Z powyższych powodów warto było choćby dla garstki zainteresowanych słuchaczy wskrzesić na krótką chwilę salon i pieśni, które w nim kiedyś  rozbrzmiewały. To w okresie romantyzmu pieśń stała się najważniejszą formą wypowiedzi kompozytorów, przynajmniej zdecydowanej ich większości. Dlatego w czasie listopadowego „Wtorku Bibliotecznego z muzyka klasyczną” zabrzmiały pieśni romantyków niemieckich: Franza Schuberta (1797-1828) i Roberta Schumanna (1810-1856), a także polskich: Fryderyka Chopina (1810-1849), Stanisława Moniuszki (1819-1872) i Mieczysława Karłowicza (1876-1909). Klasa śpiewu solowego Ewy Lalki ze Szkoły Muzycznej im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, z towarzyszeniem fortepianowym Manueli Wielickiej najstaranniej, z sercem i oddaniem wyśpiewała ten pełen muzycznych wyznań lirycznych repertuar. 
Żadna epoka w sztuce nie stworzyła takiej odpowiedniości między sztukami (correspondance des arts): poezją, malarstwem i muzyką. To, co zostało pokazane w prezentacji, gdzie przeplatały się teksty pieśni i obrazy, miało za zadanie fakt ten unaocznić. Obrazy Arnolda Böcklina (1827-1901) – z jego „Wyspą Umarłych”(1880) na czele, rysunkami i obrazami Moritza von Schwinda (1804-1871), który przyjaźnił się z Schubertem i ilustrował jego utwory, po Władysława Czachórskiego (1850-1911) – urodzonego w Lublinie na Starym Mieście (róg Złotej i Klonowica) malarza pięknych kobiet 
i kwiatów - w aurze romantycznej salonowej zmysłowości przedstawianych, korespondowały z wybrzmiewającymi obok pieśniami. Teksty zaś to poezja liryczna i ballada, znowuż tak dla romantyzmu charakterystyczna forma, którą uprawiał jego prekursor Johann Wolfgang von Goethe (1749 – 1832), a na rodzimym gruncie Adam Bernard Mickiewicz (1798 – 1855). Ten ostatni uznawał zresztą w pełni pionierskiego ducha poezji Goethego, gdy odwiedził starego poetę w Weimarze w 1829 r. 
Znamienne jest, że za datę  początkową romantyzmu w muzyce uznaje się 1815 r., kiedy to Schubert skomponował pieśń „Erlkönig”. Ten niezwykły utwór powstał z inspiracji balladą Goethego o tym samym tytule, z 1782 r.. Poezja Goethego i za nim cała poezja romantyczna wskrzesza świat baśni, istot nie z tego świata, duchów, elfów i upiorów.  Fabuła ballady to poruszająca historia podróży galopem przez nocny las ojca z chorym synem w ramionach. Syn majaczy, widzi, że chce go porwać Erlkönig. I tak się staje. Kiedy docierają do miejsca postoju, ojciec tuli w ramionach już zimną istotkę. Akompaniament w pieśni Schuberta to szaleńczy galop konia przez wrogi las. To ściganie się z groźnym Chronosem. Na tym tle głos solowy przedstawia historię zrozpaczonego ojca. Schubert napisał tę pieśń w jeden dzień, z pewnością w natchnieniu. Wykonanie niemieckiego barytona lirycznego Dietricha Fischer-Dieskau`a  (1905-2012) dorównuje oryginałowi, to znaczy pokazuje prawdę i sens tej genialnej pieśni. Warte jest, aby do niego wracać. 
Pieśni Schuberta i Schumanna popłynęły w czasie koncertu jak wartki potok uczuć: miłości idealnej („Die stille” op.39 nr 4 i „Lied der Suleika” op.27 nr 9 R. Schumanna), ale i miłości niszczącej, w której pojawia się obraz romantycznej femme fatale – wiedźmy Lorelei   (Schumanna „Waldesgespräch” op.39 nr 3);  zachwytu nad przyrodą – będącą darem i uosobieniem Boga, oraz radości i pocieszeniu jakie daje ona zbolałym romantycznym sercom   („Die Forelle” D.550 i „Frühlingslied” D. 398), ale też smutku i melancholii  w obliczu Majestatu Śmierci („Litanei auf das Fest Aller Seelen D. 343 Schuberta - tę pieśń tak wzruszająco zaśpiewała Agnieszka Niedźwiadek, że wycisnęła łzy z oczu słuchaczy, przynajmniej niektórych).  
„Piosnka litewska” Op.74 nr 16 Chopina była jedynym utworem kompozytora, który zabrzmiał tego popołudnia. Tym, którzy dotąd nie słyszeli ani jednej z 19 napisanych przez niego pieśni, miniatura ta mogła sugerować jaki styl preferował wielki „poeta fortepianu”. Zwięzły, prosty, sięgający do wzoru piosenki gminnej. Stosował więc Chopin raczej formę zwrotkową, a nie jak w wielu pieśniach Schubert i Schumann – tzw. przekomponowanie  . Chopin kochał poezję, czytywał jej mnóstwo od wczesnej młodości, a do Paryża prosił przywozić sobie z Polski nowe tomiki. Z nich czerpał teksty do pieśni. Nie traktował tych kompozycji tak poważnie jak Schubert czy Schumann, ale z pewnością ich wartość nie jest marginalna, a fakt, że mnożą się ich wykonania i nagrania świadczy sam za siebie. 
Zabrzmiało też pięć utworów największego polskiego kompozytora pieśni (napisał ich ponad 300, Schubert – ponad 600!) – Stanisława Moniuszki. Szkoda, że dziś ich nie śpiewamy, nie pamiętamy. Urok melodii, prostota wielu tekstów są stworzone do domowego śpiewania, jak pragnął tego sam kompozytor, kiedy rozsyłał anons o prenumeracie pierwszego zeszytu „Śpiewnika domowego”.  Przesadzał, że jego muzyka nie dorównuje poezji, bo i dorównuje, i wielokrotnie przewyższa, a czasem spotyka się geniusz muzyczny z poetyckim, dając rezultat – arcydzieła prostoty stylu w połączeniu z maksimum wyrazu – jak w „Znasz-li ten kraj” (poezja Mickiewicza to inspiracja „Kennst du das Land, wo die Zitronen blühn” – pieśni Mignon z powieści „Wilhelm Meisters Lehrjahre” Goethego, chyba najpiękniejszej i najgłębszej pieśni tęsknoty, jaką posiada literatura europejska).
Były to: pieśń idylliczna („Polna różyczka”),  liryczna  („Po nocnej rosie”), obyczajowa – żartobliwie oddająca urok damsko-męskich relacji („Dalibóg, że powiem mamie”), miłosna („Dumka : Przychodź miły...”) i refleksyjna, a zarazem o zabarwieniu społecznym („O Zosi sierocie”). Jak widać rozległość tematyczna pieśni Moniuszki pokazana w pigułce – budzi podziw i skłania do smutnej refleksji: jakże długo ten kompozytor był zapomniany i traktowany jak zaściankowy muzyk. Dzięki Marii Fołtyn (1924-2012)   – wielkiej admiratorce dzieła Moniuszki, jego pieśni i opery (znakomity „Straszny Dwór” i „Halka”) zostały pokazane całemu światu. Młode śpiewaczki miały trochę radości przy śpiewaniu tych urokliwych utworów, a publiczność odświeżyła  sobie znane z młodości, „in petto” pozostające słowa Władysława Syrokomli (1823-1862): „Po nocnej rosie, płyń dźwięczny głosie”, które z pewnością  b e z muzyki Moniuszki nie zostałyby tam tak długo. 
Ostatnia pieśnią była „Z nową wiosną” Karłowicza, która w formie salonowego walca opowiada o utraconej miłości. Muzyka jest głębsza niż rymowana dość pospolicie poezja Czesława Jankowskiego (1857-1929), ale na tym często polega urok pieśni romantycznej, że prostolinijny tekst oprawia w piękny, liryczny ton, którym poezję nie najwyższych lotów potrafi unieśmiertelnić. Pieśni Karłowicza, jak i wszystkie prezentowane na spotkaniu, przetrwały próbę czasu i weszły do kanonu pieśniowego. Czy jednak bez ich propagowania, czyli wykonywania dla żywych słuchaczy w czasie wieczorów i recitali pieśniowych mają szansę istnieć dalej i uwrażliwiać na piękno, ale i sens, który muzyka przenosi na równi z tekstem, choć – inaczej. 
Dobrze, że są jeszcze takie miejsca, w których uczy się wykonawstwa repertuaru pieśniowego i miejsca, gdzie można go, czasami, pokazać. Wielkiej publiczności się tym nie złowi, ale czy chodzi tu o jakąkolwiek statystykę?       
Iwona A. Siedlaczek 

Iwona Agnieszka SIEDLACZEK dyplomowana nauczycielka klasy skrzypiec w Szkole Muzycznej im. T. Szeligowskiego, skrzypaczka i teoretyk muzyki. Zajmuje się też filozofią muzyki i czasem pisuje o bieżących wydarzeniach muzycznych. Opiekuje się spuścizną filozoficzną Andrzeja Nowickiego, którego uczennicą i asystentką była przez 25 lat. Prowadzi audycje i koncerty, propagując w środowisku lubelskim i regionie muzyczną kulturę wysoką. 
Współpracuje z Miejską Biblioteką Publiczną w Lublinie: F. 2, F. 29 i Niecodziennikiem Bibliotecznym. 
Ostatnio wspomniana w kryminale Ludwiga Thora, Opętanie. ss. 346-347 "Biblioteczne wtorki z muzyka klasyczną" z całą zawartością  jednego z programów.
 
  Program koncertu i listę wykonawczyń można znaleźć na stronie: Niecodziennika Bibliotecznego 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lorelei jest, niestety, tak samo przekłamana jak mitologiczna Meduza. Legenda o Lorelei pokazuje postać  tragiczną, zdradzoną przez kochanka dziewczynę, która rzuca się ze skały do Renu. W literaturze Lorelei to piękna femme fatale, czasem Syrena, która „złoty czesze włos” (Goethe), albo Die Hexe – jak w wierszu Josepha von Eichendorff (1788–1857), który wykorzystał Schumann. W tym wierszu jest jednak także Panią Zemstą, gdy mówi do młodziana w lesie: „nigdy nie wyjdziesz z tego lasu”, wcześniej przypomniawszy mu: „Wielka jest zdrada mężczyzn i przebiegłość” (Groß ist der Männer Trug und List) i „przez ból moje serce jest złamane” (Vor Schmerz mein Herz gebrochen ist). Dlatego wyczuwa się pewną satysfakcję, że nastąpi spóźnione zadośćuczynienie. Wiersza nie napisała kobieta. Należy dodać, że postać Lorelei – na obrazach romantycznych została wyniesiona do symbolu Muzy Poezji - jak Erato trzyma lirę, która wespół z aulosem od starożytności stanowi jej atrybut. Chyba dla poezji ważniejsze są jednak femme fatale…  
A powiązania z Meduzą? Meduza była tak piękna, że zakochał się w niej Posejdon i uwiódł (eufemistycznie, winno być - zgwałcił) w świątyni Ateny na jej ołtarzu. Atena ukarała jednak nie Posejdona, a – Meduzę, która odtąd jest – potworem. Bardzo prawdziwa i ciągle aktualna historia…

W pieśni przekomponowanej każda zwrotka tekstu ma inne opracowanie muzyczne, oddające jej nastrój, charakter. Celem kompozytora jest nie ilustracja tekstu, ale uchwycenie „ducha” i sensu utworu poetyckiego, co niejednokrotnie genialnie zrobił Schubert, Schumann, jak i Carl Löwe (1796-1869) – autor „Die Polnische Balladen”, w których dopełnił muzyką ballady Mickiewicza, czy Hugo Wolf (1860-1903), a także Stanisław Moniuszko. 
 

Maria Fołtyn – polska śpiewaczka i reżyser operowy, założycielka (w 1988 r.) i prezes Towarzystwa Miłośników Muzyki Moniuszki, którą propagowała wytrwale do końca życia.

 

Aut. tekstu Iwona Agnieszka Siedlaczek
Fot. Jerzy Jacek Bojarski

Warning: mkdir(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 358 Warning: chmod(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 359 Warning: fopen(gfx/_logs/error_12_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e.xml): failed to open stream: No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 380 Warning: mkdir(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 358 Warning: chmod(): No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 359 Warning: fopen(gfx/_logs/error_12_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e.xml): failed to open stream: No such file or directory in /var/www/edito/lib/EditoError.php on line 380