W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Jubileusz 120-lecia Towarzystwa Muzycznego im. H. Wieniawskiego w Lublinie należycie uczczony!

20.09.201820:05

Uroczystym wręczeniem Medali Prezydenta Miasta przez dr Krzysztofa Żuka prof. Zakharowi Bronowi i Vadimowi Repinowi jak i uhonorowaniem Dyrektora lubelskiego Towarzystwa Muzycznego Ryszarda Heliasza i jego najbliższych współpracowniczek : Danuty Warząchowskiej i Jadwigi Łyzickiej zakończył się wczoraj - 11 września 2018 r. uroczysty Koncert Jubileuszowy z okazji 120-lecia Towarzystwa Muzycznego im. H. Wieniawskiego w Lublinie, będący zarazem inauguracją XIV Międzynarodowego Konkursu Młodych Skrzypków im. K. Lipińskiego i H. Wieniawskiego.
Owacja na stojąco bardzo licznie zgromadzonej w Centrum Spotkania Kultur publiczności była nie tylko wyrazem zachwytu fenomenalnymi artystami ale i wielkiego szacunku jakim w lubelskim środowisku muzycznym cieszy się prof. Zakhar Bron, promotor lubelskiego konkursu w świecie. 

Koncert dla szerokiej publiczności stanowił nie lada gratkę, ponieważ usłyszeć zbiór najbardziej znanych i udanych (co nie zawsze idzie w parze) „hitów” z wirtuozowskiego repertuaru skrzypcowego w czasie jednego wieczoru i w tak fantastycznym wykonaniu  - to musiało przyciągnąć tłumy tych, którym muzyka klasycznego „środka” jest znana i bliska. Fakt, że może nawet połowę publiczności stanowili muzycy, a gros z nich – skrzypkowie, w tym: Szacowne Jury Konkursu, filharmonicy z Lublina, nauczyciele i uczniowie szkół muzycznych oraz oczywiście uczestnicy konkursu, był zupełnie wyjątkowy. Taka publiczność to jednocześnie „loża szyderców”, ale i jedyna w swoim rodzaju kasta (z całym  etymologicznym nawisem dobrego i złego tego pojęcia!), która jak żadna inna potrafi naprawdę  docenić kunszt tak znakomitych artystów jak Zakhar Bron, Vadim Repin i młodziutka Inés Issel Burzyńska – siedemnastolatka o korzeniach polsko-hiszpańskich, diament wśród talentów skrzypcowych, którego szlifowaniem zajmuje się prof. Bron. Nic więc dziwnego, że przy takiej publiczności skrzypcowe przeboje zrobiły po prostu furorę i brawom nie było końca. 
Jedyne, co prawie zawsze w tej pięknej sali bez akustyki budzi rozżalenie to - nagłośnienie, które w odbiorze muzyki granej właśnie tak – akustycznie- nie pomaga, niestety. Zwłaszcza w I części koncertu efekt dziwnego nagłośnienia pojedynczych instrumentów spowodował, że odbierało się (chyba najbardziej w „Tzigane” Ravela) to, co docierało z estrady jak jakieś bardzo dziwne nagranie, w którym ktoś postanowił wyciągnąć dotąd niesłyszalne „smaczki”, co może być interesujące, ale tylko wtedy, gdy te wyciągnięcia są przemyślane, a nie – przypadkowe. Tyle dziegciu… bo artyzm i niesamowita charyzma solistów i świetnej młodzieńczej orkiestry Sinfonia Juventus pod batutą Marka Wroniszewskiego sprawiły, że można było abstrahować od nieszczęsnej akustycznej przypadłości i zanurzyć się z prawdziwą przyjemnością w strumieniu  najpiękniejszych barw, jakimi obdarzyli słuchaczy skrzypkowie. 
Co prawda nagromadzenie w jednym miejscu i czasie samych „hitów” było dla niżej podpisanej trochę męczące, ale pragnienie wysłuchania na żywo skrzypcowych gigantów zwyciężyło. Należało, jak zrobiła to zgromadzona publiczność, potraktować koncert relaksacyjnie, bo też i ta muzyka była po prostu piękną Rzeczą do słuchania. Muzyka pełni przecież także (a dla niektórych przede wszystkim!) funkcję sprawiania przyjemności, co sugerował już Arystofanes z Tarentu. Wzbogacona o romantyczny kult artysty- wykonawcy (tu zadziałali pospołu skrzypek Niccolo Paganini i pianista Franciszek Liszt – obaj genialni wirtuozi i trochę „szarlatani”…), a temu nie zaprzeczy nikt, kto przyszedł na koncert ze względu na nazwisko… REPINA – tworzy to, na czym opiera się w znacznej mierze współczesna kultura koncertowa, włącznie z wszelkiej maści festiwalami. Tak więc przyjście na koncert było zgodą na przyjęcie zasad, które rządzą kulturą muzyczną, a na które sami artyści mają chyba coraz mniejszy wpływ (nie to, co Paganini, który ponoć sam zamykał publiczność na klucz…).
Dla młodziutkiej Inés, która wieczór rozpoczęła brawurowym, fantastycznym wykonaniem „Introdukcji i Ronda capriccioso” op. 28  Camille`a Saint-Saënsa, czym absolutnie urzekła publiczność, koncert był doskonałą promocją jej talentu. W żargonie estrady rozrywkowej nazywa się to supportem, zdarza się, że support przyćmiewa gwiazdy wieczoru… Inés zabłysła pięknie i szlachetnie, dając przedsmak tego, co działo się zaraz potem. A zaraz potem wykonała ze swym Mistrzem prof. Zakharem Bronem prześliczne miniatury Dymitra Szostakowicza – „5 utworów na dwoje skrzypiec”, które zupełnie nie oddają tego, co wielkiego zdziałał on dla Muzyki, ale słuchaczom umożliwiają natychmiastowy ze sobą kontakt, czego nie można powiedzieć o większości utworów tego wielkiego kompozytora (choćby o „Koncercie skrzypcowym” op. 77, wybujałym harmonicznie i odważnym w budowaniu muzycznego sensu). Tutaj także bardzo się podobały, zwłaszcza, że prof. Bron od pierwszej nuty pokazał ten swój niezwykły „piewuczij” ton i do końca trzymał publiczność pod jego wrażeniem. 
Po tej jakże zgrabnej i z salonowym wdziękiem wykonanej suicie pozostał na scenie prof. Zakhar Bron, aby zaśpiewać (jest to bowiem jeden z nielicznych artystów, który naprawdę śpiewa na skrzypcach!) dwie miniatury Henryka Wieniawskiego – „Legendę” op. 17 i słynnego „Kujawiaka” z 1853 r., przedzielone wcale nie szaloną, jak zwykło się sądzić, ale wyjątkowo klarowną i zrozumiałą, bo przez znakomitego retoryka muzycznego  t a k wyartykułowaną rapsodią „Tzigane” op. 10 Maurycego Ravela. 
Po przerwie pojawił się na estradzie wyczekiwany artysta - Vadim Repin. W jego wykonaniu zabrzmiały dwa utwory Piotra Czajkowskiego: „Medytacja” op. 42 i „Walc-Scherzo” op. 34. „Medytacja” była jedynym utworem, który mógł być mniej znany publiczności jako rzadziej grywany,  ale „Walc-Scherzo”  to znowuż klasyczny przebój. W obydwu Mistrz mógł w pigułce ukazać walory genialnego wykonawcy: wspaniały ton, fenomenalną biegłość techniczną, ściśle jednak podporządkowaną logice muzyki, doskonale, do końca przemyślane najdrobniejsze szczegóły formy tych czarujących utworów. Po tym mistrzowskim pokazie prawdziwie rosyjskiej szkoły skrzypcowej, do której walnie przyczynił się jako kompozytor obdarzony niezwykłym talentem melodycznym sam Czajkowski, artysta „puścił oko” – muzyczne oczywiście – do publiczności i zagrał… najsłynniejszą miniaturę skrzypcową – „Czardasza” Vittorio Montiego. Nie byłby „sobą” czyli genialnym artystą, gdyby przy tym nie pobawił się w improwizowane dodatki, które nie tylko uatrakcyjniły brzmieniowo ten zgrany bądź co bądź „kawałek” (jak w żargonie skrzypków czasem się go określa),  ale i pokazały jego fenomenalną wirtuozerię, na którą publiczność bardzo czekała przecież, a co natychmiast nagrodziła frenetycznymi brawami. Koncert zakończył wykonany niekoniecznie ortodoksyjnie barokowo, ale niezwykle pięknie „Koncert na dwoje skrzypiec” d-moll BWV 1043 Jana Sebastiana Bacha. Do Vadima Repina dołączył jego nauczyciel, Mistrz i obecnie po prostu – przyjaciel- prof. Zakhar Bron. 
W minimalnym składzie orkiestrowym (to ortodoksyjne!), z prowadzeniem od pulpitu Vadima Repina, który wcielił się w drugiego interlokutora Bachowskiej kontrapunktycznej rozmowy, ta muzyka po prostu – płynęła. Byliśmy świadkami autentycznego spotkania wielkich osobowości artystycznych, ich naturalnego muzycznego dialogu, w którym każdy mógł w pełni wyrazić siebie, cały czas pozostając w kontekście genialnej partytury. 
Ostatnie minuty koncertu poświęcone honorowaniu wielkich artystów i samego Towarzystwa Muzycznego im. H. Wieniawskiego w Lublinie przypomniały, że bez takich instytucji czyli po prostu ludzi, którzy w niej pracują, w tym przypadku często niemal woluntarystycznie, kultura wysoka ma małe szanse trwania w satysfakcjonującym jej admiratorów wymiarze. Warto dodać, że artyści nie chcieli za koncert gratyfikacji, a bo i Towarzystwo, jak prawie każda instytucja kultury muzycznej w naszym kraju jest bo prostu biedne i takiej z pewnością nie dało by rady wyasygnować. Ten prezent, który otrzymało Towarzystwo od artystów, na sposób „statutowy”, bo ma za zadanie propagować kulturę wysoką w społeczności miejskiej, przekazało jego mieszkańcom. A ponieważ publiczność dopisała, więc znaczy, że przyjęła  dar z pełnym oddaniem, oklaskami dziękując także i samemu Towarzystwu za możliwość wysłuchania artystów tego formatu. Pozostaje więc tylko przyłączyć się do tych podziękowań i wykrzyknąć Ad multos annos Szacowne Towarzystwo Muzyczne, kolejnych stuleci trwania w kulturze wysokiej naszego miasta i regionu. Co też niniejszym uczyniwszy składam jeszcze tylko potwierdzający podpis 
Iwona A. Siedlaczek

Iwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym