W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Lubelska kronika kulturalno-towarzyska (Październik 2013)

27.10.201313:33

To było Zaplanowany ambitnie od strony artystycznej i ze sporym rozmachem dziesięciodniowy cykl imprez z okazji powrotu Centrum Kultury do wyremontowanej siedziby przy Peowiaków 12 okazał się wyjątkowo pechowym wydarzeniem. Już w programie pierwszego dnia organizatorzy musieli dokonać dużego odejmowania, bo przed Otwarciem Centrum Kultury samobójstwo popełnił Konrad Chyl, który miał wykreować sytuację dźwiękową „Włókna”, a z przyjazdu do Lublina zrezygnował Trilok Gurtu. Kolejne dni cyklu nazwane Codziennie Kultura odchudzono m.in. o bardzo wyczekiwany przez miłośników teatru spektakl „Liza” Sceny Prapremier InVitro. Na dodatek nocne imprezy w wirydarzu zepsuła strasznie zimna aura. Choć Lublin nie dostał tytułu ESK, ma coraz więcej ciekawych imprez, tak że trudno je nieraz ogarnąć myślą a co dopiero zaliczyć. Właśnie przybyła nowa i od razu najważniejsza – Integracje – Mediacje – będąca artystycznym odbiciem Partnerstwa Wschodniego. Było super! Najdroższy radiowęzeł świata czyli porażające archaicznym programem Polskie Radio Lublin, słuchane już niemal tylko w siedzibie przy Obrońców Pokoju 2 przez samych pracowników i gości z zakładowych głośników, chyba znalazło swoje właściwe przeznaczenie. A nawet dwa. Jest z jednej strony najlepiej prowadzonym słupem ogłoszeniowym w mieście z drzwiami i oknami gęsto zaklejonymi afiszami, a z drugiej niezłym miejscem koncertowym dzięki bardzo dobrej akustycznie dużej sali, chętnie wypożyczanej przez organizatorów różnych imprez. Nie najgorzej konsumowało się tam tegoroczny Międzynarodowy Festiwal „Najstarsze Pieśni Europy”. Gdyby jeszcze barku nie zamykano już o godz. 17, mogłoby być naprawdę pysznie. Nie wiem, czy Teresa Księska-Falger pozazdrościła popularności Grupie MoCarta, czy zrobiła to przypadkowo i niechcący. Ale faktem jest, że stworzyła fajną – tyleż klasyczną, co rozrywkową – rzecz. W sposób naturalny, niewymuszony łączącą elementy koncertowe, widowiskowe i kabaretowe. Hołubiony jest na niej repertuarowo – zgodnie z niemiłosiernie długą nazwą Międzynarodowy Festiwal „Andrzej Nikodemowicz – Czas i Dźwięk” – dość wtórny lubelski kompozytor. Zadziwiającym w bezkrytycyzmie prezentacjom muzycznym towarzyszą zabawne atrakcje wizualne i słowne. Stałym punktem jest unoszona wysoko w jakimś przerysowanym dumnym zamyśleniu wielka głowa szefowej imprezy. Zdarzają się wystrzałowe scenki jak taka tegoroczna, kiedy po długiej przemowie Księskiej-Falger niemal równie długo nie wychodził zza kulis pianista, więc organizatorka poszła za scenę i zaczęła go nawoływać „Maciek, gdzie ty jesteś?”. Świetny był też słuchacz, który prawie po każdym utworze podrywał się na równe nogi i bił brawo tak, jakby chciał w ten sposób uleczyć atak potwornego swędzenia w dłoniach. To będzie Mamy dwa nowe adresy na kulinarno-kulturalnej mapie Lublina: ul. Królewska 3 i al. Warszawska 51. Pod pierwszym dopiero mości się, umeblowując powoli wnętrze, ale już obsługując klientów, siostrzana jadłodajnia Zielonego Talerzyka z ul. Obrońców Pokoju 23. Pod drugi przeniósł się z ul. Kaprysowej 2 klub Route 18. Obie miejscówki dają jeść i dają rozrywkę. Pierwsza – tak jak starsza siostra, która we wrześniu skończyła rok – stawia na kuchnię wegetariańską (były m.in. ciasto marchewkowe, zupa dyniowa, curry warzywne i szarlotka; mają być np. pierogi lubelskie, zacierka, fasolada, szorba i harira) i na folk (zagra np. Aksak). Druga to rock (wśród zaprzyjaźnionych grup są Highlow, Late Again i Raven) plus mięso (karczek, boczek) a nawet – dla odważnych – „chlebuś ze smalcem i ogóreczkiem”. Oba przybytki są więc tak odmienne jak to tylko możliwe, co cieszy, bo im więcej różnorodności, tym lepiej. Powodzenia! Złe wieści dla tych, którzy mają uczulenie na Budkę Suflera. Lubelscy weterani rockowi nagrali nową piosenkę. I raczej trudno będzie się jej ustrzec w radiach. Utwór skomponowany przez Romualda Lipko, utekstowiony przez Andrzeja Mogielnickiego i śpiewany przez Krzysztofa Cugowskiego nosi tytuł „Tylko dla orłów”. Jest to esencja przesłania, że świat należy do najlepszych. Piosenka jest przebojowa i uniwersalna, dopracowana i przyjemna. Nasz kontrowersyjny wokalista nie jęczy, nie skrzeczy i nie wyje tak bardzo jak mu się często zdarzało. Jest dobrze! Planowany na przyszły rok album zapowiada się więc bardzo pozytywnie. Podczas gdy sukcesem płytowym jest w Polsce sprzedaż kilkunastu tysięcy egzemplarzy, to zainteresowanie muzycznymi klipami w Internecie sięga nieraz kilku milionów odtworzeń. Największą gwiazdą tego wirtualnego świata jest Cezary Nowak używający pseudonimu CeZik. Retrokrótkometrażówka z jego jazzowym coverem wielkiego przeboju discopolowego „Ona tańczy dla mnie” ma ponad siedem milionów odsłon. Zabawny absurdalny filmik z jego kawałkiem „Forfiter Blues” o spotkaniu na jeziorze wioślarzy i plastykowego aligatora ma ponad 5 pięć milionów odsłon. A to tylko kilka z wielu „milionowych” produkcji 28-latka. Mają one nie tylko zjawiskową warstwę wizualną, ale także muzyczną. Pastiszowy artysta śpiewa swoim basem np. polski przebój od tyłu albo wykonuje kawałek zaaranżowany na sprzęt rowerowy!). Płyty na razie nie zamierza wydawać, ale za to koncertuje. 28 października wystąpi w Graffiti. Jacek Szymczyk Awangarda Lubelska Nr 10 (50)