W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Miasto Poezji oczami debiutanta

30.05.201913:34

Miasto Poezji oczami debiutanta
Felieton Adama Juliusza

Oda do Lublina

Moja zeszłoroczna, a zarazem pierwsza w życiu, wizyta w Lublinie przywodzi mi na myśl bardzo ciepłe wspomnienia. Długi weekend poza Warszawą, świetna ormiańska kuchnia, przestronne mieszkanie na granicy starego miasta, zachwycająco klimatyczna architektura oraz długie spacery, łączące w sobie elementy ścieżki edukacyjnej i błogiego snucia się bez celu.

Jak przez mgłę pamiętam atakujący zewsząd literacki, czy może stricte poetycki, ambient. To niesamowite uczucie, kiedy słowo wychodzi z murów restaurowanych kamienic, wyłania się znad brukowanej uliczki czy otwiera drzwi śniadaniowni z najlepszą szakszuką w kraju. Nic nie wskazywało na to, że mniej więcej rok później znów wrócę do tego miasta, tym razem jako debiutant podczas festiwalu Miasto Poezji. A jednak. Stało się.

Moje własne M1

Pierwsze w życiu spotkanie autorskie to wielkie przeżycie. Tym bardziej, jeśli cudem uda się je w ogóle zorganizować, jeśli cudem uda się wypełnić salę biblioteczną po brzegi oraz jeśli cudem uda się je podłączyć pod jeden z najciekawszych festiwali słowa w kraju. Mieszkanie Poezji z Adamem Poniatowskim przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Przyjęto mnie ciepło, usłyszałem wiele dobrych słów, które są tak cenne dla początkujących pisarzy, a do tego spotkałem się z merytorycznymi pytaniami dotyczącymi swojej pierwszej książki. WOW, jednak ktoś naprawdę to przeczytał, zrozumiał, przemyślał. Ciężko mi w to uwierzyć, ale podbudowanie autorskiego ego trudno byłoby zmieścić nawet w dwunastu księgach, napisanych wierszem oczywiście.

Porozmawiajmy w haiku

Kolejny przystanek: Dom Słów. Krótka wizyta u osób związanych bezpośrednio z organizacją Miasta Poezji dała mi jeszcze więcej pozytywnej energii. Zaledwie kilka chwil po wyjściu ze spotkania autorskiego otrzymałem od jednego z gości jego teksty, z prośbą o recenzję. Byłem zaskoczony, ale zacząłem zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności: nie tylko za pisanie, ale również za kontakt z młodzieżą, szczerą rozmowę, wsparcie. Wymieniliśmy kilka własnych spostrzeżeń na ten temat, z oddali wyczuwając swoje wzajemne zaangażowanie do sprawy pisania. W Domu Słów, gdzie w drodze wyjątku zostałem odprowadzony do tylnego wejścia, od strony magicznego podwórka, życzono mi najzwyczajniej powodzenia, a ja, wpatrując się w „Czarnoksiężnika z krainy Oz”, zostawiłem egzemplarz swojego debiutu z dedykacją.

Dosłownie!

Na sam koniec krótkiego „book tour” udałem się do tętniącego życiem, nie tylko w czasie festiwalu, CK Lublin. A właściwie do księgarni, którą chciałem odwiedzić ze szczerego serca. W Dosłownej przywitano mnie dosłownie jak swojego. Podejście do pisania, spotkań, kultury, ludzi i współpracy przypominało bardziej najmilszego i najbardziej bezpośredniego klienta, którego obsługuję w agencji marketingowej, niż stresującą wizytę początkującego pisarza w miejscu, które robi różnicę. Wiążę duże nadzieje z tym, że prędzej czy później tam wrócę, stając się jednym z seryjnych poetów.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do najpiękniejszego początku, jaki mógłbym sobie wymarzyć. Może i „W cieniu wielkiej płyty” zostało napisane w Warszawie, może i występuje tam Berlin i Paryż, ale wszystko zaczęło się w Lublinie.

Wydarzenia polecane