W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF O drugim koncercie IV Festiwalu (22 września) można powiedzieć: świetny!

24.09.201501:13

I aby na tym nie zakończyć (może tak byłoby najlepiej?), w kilku zdaniach postaram się to określenie tym z Państwa, którzy nie wysłuchali go osobiście, przybliżyć. Do zagrania recitalu potrzeba nie tylko znakomitych kameralistów, ale i takiego programu, który pokaże ich walory wykonawcze, a przede wszystkim – wskaże na muzyczne preferencje. Preferencje kameralistów nie zawsze bywają zgodne z preferencjami słuchaczy, ale zwykle, jeśli już pojawili się oni na koncercie, to znaczy że zainteresował, a może nawet zaintrygował ich program koncertu. Czy wykonawcy - wiolonczelista Tomasz Daroch i pianistka Agata Lichoś ułożyli program, czy poddali się sugestii, tego nie wiem, ale był on niezwykle interesujący.  

Został obudowany wokół jednego utworu i utwór ten stał się dla całego wydarzenia pretekstem w całej wieloznaczności pojęcia. Chodzi oczywiście o  „Impresję” na wiolonczelę i fortepian Andrzeja Nikodemowicza. Kompozycja została umieszczona w centralnym miejscu programu, a ponieważ wykonawcy postanowili zagrać ją jako drugi bis w prezencie dla Mistrza i publiczności  jeszcze raz na zakończenie,  można było zauważyć, że zupełnie inaczej słuchało się jej po Beethovenie, a zupełnie inaczej – po Tansmanie i Gabrielu Faure (Melodia „ Après un rêve” op. 7 nr 1 była pierwszym bisem),  w kontekście całości muzycznego wieczoru. Zamysł Dyrektor Festiwalu - Teresy Księskiej-Falger, która wielokrotnie podkreślała rolę kontekstu muzycznego innych kompozytorów, epok i stylistyk z nimi powiązanych, tworzonego dla i wokół muzyki Bohatera Festiwalu, można było interesująco zaobserwować także i na tym koncercie. Oczywiście można też było słuchać „bezinteresownie”, nie zajmując się w ogóle takimi kwestiami. Ale ten kontekst spowodował, że „Impresja” zabrzmiała lepiej za drugim razem, umiejscowiona korzystniej przez dzieła Szostakowicza i Tansmana, niż przez Beethovena. To oczywiście subiektywne odczucie.

Utwór wieczór rozpoczynający, czyli Sonatę A-dur op. 69 Ludwiga van Beethovena kameraliści wykonali rzeczywiście jak zapisał kompozytor  - für Pianoforte und Violoncello. Fortepian miał głos decydujący, co czasami uniemożliwiało wysłyszenie wiolonczelisty, a piękna sala Malarstwa Polskiego na Zamku Lubelskim nie wspomagała go akustycznie, niestety. A trochę szkoda, bo jest to utwór pełen także i wiolonczelowych „smaczków”.

Na szczęście „Impresja” Profesora Nikodemowicza, którego przywitanie przez prowadzącą koncert Dyrektor Festiwalu wzbudziło gorący aplauz publiczności, została skomponowana na wiolonczelę i fortepian, więc faktura fortepianowa nie przykryła lekko niespokojnej, migotliwej frazy wiolonczelowej. Pozwoliło to także uchwycić ulotność, chwilowość i w pewnym sensie niedookreśloność kompozycji Profesora, korespondującą z tytułem używanym zarówno przez malarzy, jak i kompozytorów dla oddania nastroju wizji ulotnych, których doświadczają zwłaszcza nadwrażliwcy tego świata czyli twórcy. Nie zamierzam doszukiwać się w utworze treści pozamuzycznych, ale jego istotę mogę odnieść do stanów, które przez psychologów ujmowane są pod pojęciem  ewanescencji - oznaczającej zjawiska efemeryczne, przelotne, krótkotrwałe, niestałe, zanikające. Taka jest muzyka  „Impresji”, tak też się – kończy.   
Sonata d-moll op. 40 Dymitra Szostakowicza była istnym fajerwerkiem wykonawczym. Wiolonczelista i pianistka zastosowali olbrzymią paletę barwową (na przykład niezwykłe, „szklane” brzmienie w fortepianie), świetnie uchwycili charakterystyczny dla Szostakowicza dramatyzm, sarkazm i groteskę, podkreślając kolorem brzmienia i artykulacją szaleńczą zmienność nastrojów tej i nie tylko tej kompozycji wielkiego Rosjanina o polskich korzeniach. Ale to są sprawy powierzchniowe. A wykonawcom udało się dotrzeć do głębszego sensu, dotknąć  w wykonaniu czegoś, co można określić obcością wobec świata, często tak silnie odczuwaną przez wielkich twórców, a którą muzyka Szostakowicza szczególnie mocno wyraża.  

„Fantazja” Aleksandra Tansmana z 1936 r., która miała wieczór zakończyć, to świetny utwór, eklektyczny, ale też z wtrętami jazzującymi, o mocno wirtuozowskim charakterze (dedykowana Pablo Casalsowi, dlatego!), co dało wykonawcom możliwość zaprezentowania warsztatu bardzo wysokiej próby. Wykonanie brawurowe, fantastycznie wciągające słuchaczy wywołało wielki aplauz. Stąd jeszcze dwa bisy (jak wyżej) i dopiero wtedy  zmęczeni już naprawdę mocno artyści opuścili estradę, czyli schowali się za „Unię Lubelską” Jana Matejki.  
Koncert był świetny: świetny program, świetni wykonawcy, świetne wykonania. Publiczność w usatysfakcjonowaniu opuszczała salę. I już w oczekiwaniu na koncert kolejny 25 września. Państwa też szczerze zachęca do przyjścia na 19.00 do Bazyliki o.o. Dominikanów. 

Iwona A. Siedlaczek
fot. Jerzy Jacek Bojarski