W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF O studni Grzegorza Filipa po raz wtóry

08.01.201422:53

Miesiąc temu byłem na promocji książki ”Studnia’’ Grzegorza Filipa w DDK "Ruta" na Czubach. Nie znałem i nie czytałem tej powieści, 210 stron, wydanej przez Wydawnictwo JanKa 2013. Intuicyjnie napisałem notkę ze spotkania, że: Każdy ma swoją "Studnię" – Grzegorz Filip też. I wcale się nie pomyliłem. Studnia to nie tylko źródło czerpania zimnej i czystej wody. W naszym języku funkcjonuje związek frazeologiczny "studnia bez dna", a więc o czymś, czego nie można w pełni zaspokoić, niczym zapełnić czy nastarczyć na to pieniędzy. Potocznie mówimy też o swoim samopoczuciu: Użyłem sobie jak pies z kulawą łapą w studni... czyli sytuuje nas to w złym położeniu, dyskomfortowej sytuacji, naraża na przykre przejścia.Studnia, to także synonim sekretu i tajemnicy...rzucić kamieniem w studnię, czyli dochować sekretu w najgłębszej tajemnicy. Studnia jawi się nam jak ”leitmotiv” tej powieści, w różnych odcieniach i kontekstach, przedziwnej dramaturgii. To klucz do sprawy, lustro do przejrzenia się. Tu są smaki i mięso opowieści. Reszta to fabuła, która w kilku wątkach, rozbudowana prowadzi nas do człowieka i relacji z innymi, ale zadaje kluczowe pytania: Kim jest człowiek? Po co żyje? Jaki sens ma jego życie? Czy potrafi kochać? A więc przyjrzyjmy się słowu, wokół którego trwa narracja opowieści – Studni. Po raz pierwszy słowo studnia pojawia się w książce, kiedy Grażyna zaprosiła Huberta do siebie. To w trolejbusie, który szarpnął: chwycił ją w pół, uśmiechnęła się, i tak objęci już pozostali do końca jazdy. Pobudziło wyobraźnię. Zaiskrzyło. Korzystając z nieobecności rodziców zaprosiła go do siebie. Drugi raz tego nie powtórzyli, zamykając swój sekret jak w głębokiej studni. Oj powtórzyli, powtórzyli, ale na dalszych stronach tej powieści… Czy więc autor celowo nas wprowadził w błąd, by nas trzymać w napięciu czytania… przecież wiedział co jego bohaterzy będą wyczyniać? A może wcale nie? Drugi raz pada hasło ‘’studnia’’ w Pieninach. Kiedy weszła z rodzicami na dziedziniec, zobaczyła studnię i biegła, przynaglona ciekawością, aby zajarzeć w głąb. Ojciec mówił, że to zabytek z XI wieku, a kiedy Grażyna stanie się dorosła i przyjdzie wiek XXI, wtedy ta studnia będzie miała tysiąc lat. Żartował o tysiącletniej wodzie, której źródło wciąż bije i przetrwa drugi tysiąc, ale ona nie słuchała. Pobiegła, lecz nie zdołała spojrzeć do środka. Tuz przed cembrowiną potknęła się i upadła; rozbiła sobie czoło o nierówną powierzchnię kamieni, a potem nosem osunęła się po nich na ziemię. Nie spojrzała do studni, nie zdążyła… a może tak naprawdę nie chciała, albo była jeszcze nie gotowa Po raz trzeci na Wigrach: Wtedy nie zajrzałam i dzisiaj też nie mogę - powiedziała Grażyna w zamyśleniu. – To może dlatego, że.... No właśnie dlaczego człowiek pozostaje bezrefleksyjny na temat własnego życia. Zła się doszukuje zawsze na zewnątrz siebie, nigdy w sobie? Dlaczego tak się dzieje? Czyżby mało siebie znał? To trudny orzech do rozgryzienia dla każdego z nas. Po raz czwarty, kiedy Janusz jest w szpitalu: Poczuł, że zasypia, zapada się jak w studnię. Czarną czeluść. Nad głową powstaje długi, pionowy tunel, ciemny, kończy się rozjaśnioną plamą, która zaczyna razić oczy, jakby patrzył w słońce. Po ścianach spływa woda czy co? Spadanie każdej kropli sprowadza echo. To wszystko zimne, wilgotne, dlaczego wydaje się przyjazne? Jak powie Autor w wywiadzie udzielonym Janinie Koźbiel: "Studnia” jest po trosze krążeniem po miejscach i czasie, których nie ma. Kiedy kręciliśmy ten filmik w ruinach kina, pojawił się strażnik budowlany i pyta, co robimy. „Chciałem tylko zajrzeć do tej dziury” - mówię. A on na to: „Lepiej, żeby pan nie zaglądał!. Niestety, nie posłuchałem i zajrzałem. Moja powieść jest spojrzeniem w czeluść". Po raz piąty i bodajże ostatni, jak dobrze zapamiętałem, studnia pada w kontekście swoistego katharsis. GRAŻYNA jak ks. Robak w Panu Tadeuszu, jak Syn Marnotrawny wraca do Ojca. Oczyszcza się. Jej spowiedź przed ojcem Januszem uwalnia ją od cierpienia. Kumulacja dobrych i złych wspomnień z dzieciństwa, odblokowują wszelkie napięcia, stłumione emocje, skrępowane myśli i fałszywe wyobrażenia relacji z ojcem. I kiedy znów stanęła przy jego łózku,opowiedziała o tysiącletniej studni, do której trafiła chyba przez przypadek, a może i nie, i która sprawiła, że odżywają w niej różne wspomnienia z dzieciństwa, dobre i złe, ale cieszy się, ponieważ dzięki nim czuje się bogatsza. Że tam, na dziedzińcu, po ciemku zajrzała do wnętrza i przebiegł ją dreszcz, bo zobaczyła coś dziwnego, co kazało jej porzucić Huberta jeziora i taniec. Dziwne, ale nagle poczuła, że tylko jemu może o tym powiedzieć. Studnia to nie tylko opowieść o miłości i zdradzie jakich wiele się dzisiaj wydaje. Autor nie traktuje czytelnika jak sformatowanego zjadacza kolorowych gazet, w sposób infantylny i powierzchowny. To narracja i dialog. Stawia więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Fabuła służy tylko do tego, by czytelnik mógł ropoznać swoją rzeczywistość i zajarzeć do swojej "studni". Grzegorz Filip wie co pisze, nie zachłystuje się językiem, jego formą - jak paw swoim ogonem. Przechadza się po swoim mieście, mieście z dumą okrzyczanym uniwersyteckim, a jednocześnie stawia diagnozę ustami Janusza, który być może pracuje w Przeglądzie Akademickim? że dzisiejszy Uniwersytet po prostu się zagubił, jak zagubił się człowiek w pogoni za nicością. Parafrazując słowa: Autor jak Czapski, nie potrafi myśleć bez pisania, stąd jego próba powieści. Czy udanej? To każdy czytelnik odpowie sobie sam, jak potrafi i uzna to za stosowne? Bóg, modlitwa, zgłębianie istoty to rola anioła stróża Garbarka w życiu Janusza. Współczesny człowiek to alienator, mistrz ucieczki od własnej rzeczywistości w podróże, biznesy, pieniądze, uciechy, któremu jednak daleko do wędrowca Nomady. Opowieść ‘’Studnia’’ to zwięzły, prawdziwy scenariusz na dobry film dla zabieganego człowieka XXI wieku. Panie Prezydencie dr Krzysztofie Żuk NIECH PAN MOJĄ PODPOWIEDŹ POTRAKTUJE JAKO KAMPANIĘ PO ‘’RECYDYWĘ’’ PREZYDENTURY, WSZAK POD JEDNYM WARUNKIEM, ŻE AUTOR SIĘ ZGODZI I FILM POWSTANIE? Tutaj nie chodzi li tylko wyłącznie o tzw. promocję Lublina, ale o potencjał mądrych ludzi mieszkających w naszym uniwersyteckim mieście, a to, o wiele, wiele… więcej niż wyświechtane słowo p r o m o c j a. Ten film pomoże zreflektować istotę sprawy czyli człowieczeństwa, to i Lublin wypięknieje, a tego żaden budżet na świecie nie zdoła zawrzeć. Studnia to nie głęboka studzienka, to narracja nie jednego życia o miłości, zdradzie, poszukiwaniach, marzeniach, pragnieniach i istocie sensu życia człowieka. Ta książka jak partia szachów, wynik czytania leży po stronie Czytelnika, autor rozstawił tylko pionki na 210 kartach swojej narracji. Niecodzienną noteczkę, po lekturze’’Stududni’’ napisał w Boże Narodzenie 2013 Jerzy Jacek Bojarski.