W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Rozmowa Andrzejkowa z profesorem Nikodemowiczem (cz. 2)

17.12.201518:42

Impulsy przychodzą z przeżyć wewnętrznych czy coś zewnętrznego, na przykład przyroda, też potrafi być impulsem dla Pana Profesora?

- Te emocje, które wywołuje przyroda, są jednak wewnętrzne. Bodziec może przychodzić z zewnątrz, ale reakcja jest wewnętrzna. Rozumiem, że tego rodzaju muzyka nie jest ilustracyjna. Nie odbija tego, co się odbiera z zewnątrz. Tylko to przeżycie, które zostało wzbudzone przez ten bodziec, daje impuls do twórczości.

Niektórzy chcieli to naśladować i pisali muzykę ilustracyjną. Pan Profesor ma inne wewnętrzne odczucie muzyki, jest to muzyka abstrakcyjna, jak Pan Profesor powiedział. Takie naśladowania w ogóle nie wchodzą w rachubę? 
- Raczej nie. Muzyka ilustracyjna jest konkretna, natomiast moje odczucia muzyczne są bardziej abstrakcyjne.

Iwona Agnieszka Siedlaczek:  
Panie Profesorze proszę nam powiedzieć, czy to jest tak , że istnieje coś takiego jak natchnienie, które przychodzi?
- Profesor Andrzej Nikodemowicz:
 - Tak, istnieje.

I,że wtedy rzuca się wszystko, by zapisać to, utrwalić, bo się wie, że potem tego nie będzie?
- Bywa i tak, ale jeżeli człowiek jakoś się przygotuje, nastroi się na pisanie, natchnienie zawsze przychodzi samo. Bez takiego natchnienia nie można czegokolwiek pisać. 

Ale rozumiem, że Pan Profesor umiał wzbudzić w sobie taki stan. Przygotować się do tego , żeby  on przyszedł .
- Tak, jest coś takiego.

Nie mam specjalnej wiedzy na temat natchnienia u rożnych kompozytorów. Ale wiem, że na przykład Beethoven spacerował i wtedy rodziło mu się bardzo dużo pomysłów, kiedy wychodził z domu zmęczony – przynajmniej tak piszą jego biografowie. My tego nie widzieliśmy. Musimy im wierzyć. Inni, zupełnie w zaciszu, zamykali się i nikt  nie mógł wiedzieć tego, co tam się dzieje. Natomiast tutaj  Pan Profesor poruszył bardzo interesujący problem –przygotować się do tego, by natchnienie przyszło. J a k  się  t o  odbywa u Kompozytora Andrzeja Nikodemowicza? 
- Musiałem mieć zawsze jakiś impuls wewnętrzny. Jakiś nastrój, czy ja wiem? Wiedziałem, że rano muszę usiąść do pisania i wtedy to się samo krystalizowało.

Czyli tak jak pisarze, którzy mówili, że „bez względu na to, czy coś napiszę czy nie, siadam rano nad kartką i próbuję coś robić”. Jest taki dzień, kiedy uda się coś napisać, w innym nie uda się. Czy może być tak samo z kompozycją ?
- Ja jak czuję, że już nic nie napiszę, to po prostu w ogóle nie siadam.  Igor Strawiński do kompozycji odnosił się jak do biura… siadał o konkretnej godzinie i pisał…

Każda metoda jest tutaj dobra, jeśli są efekty. Różni pisarze i kompozytorzy, twórcy mają bardzo różne metody na tworzenie. Niektórzy się zmuszają, bo wiedzą, że gdyby się nie zmusili, to wszystko by gdzieś odbiegło, rozproszyło się i nic  by z tego nie zostało.
- Ale jeżeli człowiek zmusza się właśnie do tego, poddaje się własnej dyscyplinie i siedzi, to jednak  później takie natchnienie się zjawia, przychodzi.

Czyli jest coś takiego, jak  poddanie się dyscyplinie, które powoduje, że  potem  natchnienie przychodzi „samo”?
- Tak, ale bywa też że nie…

Ale jak przychodzi to natchnienie, proszę powiedzieć, jak to jest w umyśle Pana Profesora, pojawiają się jakieś kompleksy dźwiękowe, które potem Pan Profesor zapisuje, czy brzmienie jakiejś całości? Jak to w ogóle wygląda w odczuciu wewnętrznym. Bardzo trudne, ja wiem, niemożliwe wręcz do opowiedzenia, ale proszę spróbować, to jest bardzo interesujące, a nikt tego nie opisuje… 
- Jest pewien taki stan– jak to powiedzieć -  może na razie niczego się nie słyszy , ale jest taki stan, taki nieokreślony potencjał, który potem zaczyna się krystalizować.

Mój Mistrz prof. Andrzej Nowicki – filozof, powiedział kiedyś, że „człowiek  b e z  muzyki nie jest w pełni człowiekiem”. Czy mógłby się Pan Profesor ustosunkować się do tego zdania?
- „Człowiek  bez muzyki nie jest w pełni człowiekiem”- z tym się nie można tak łatwo  zgodzić, bo przecież są też ludzie kompletnie nie wrażliwi na muzykę i w ogóle na piękno.  

I według Nowickiego - oni nie byli  w pełni ludźmi. Dlatego, że aby się w pełni rozwinąć jako człowiek, to trzeba te wszystkie doznania, także muzyczne, poznać i posiąść na swojej drodze. To chyba taka jest ta myśl. Nie chodzi o to, że Nowicki dyskredytuje tych ludzi, tylko, że jak mówimy o rozwoju i pełni człowieczeństwa, to to co inni odsuwają na bok, uważając za nieistotne – muzykę właśnie - on włączył w zakres rozumianego przez siebie „człowieczeństwa” uważając,  że muzyka jest również bardzo ważnym jego składnikiem.
- Bez muzyki też się można rozwinąć w pełni wartościowego człowieka.

To zależy pod jakim kątem to ujmujemy… jeśli pod kątem kulturalnym  to  b e z muzyki myślę, że jednak -  nie. Że muzyka po prostu jest traktowana w naszym społeczeństwie, jako coś mało istotnego dla rozwoju człowieka.
- Jeśli człowiek jest niemuzykalny, to obchodzi się bez muzyki.

To jest tylko stwierdzenie faktu, że ktoś jest amuzykalny, bo tak naprawdę,  to nie wiemy, czy ludzie, którzy by mieli możliwość kontaktowania się, i to wczesnego, z muzyką,  pozostaliby amuzykalni. Wielu ludzi zostaje wyrzuconych poza nawias takich możliwości i ta amuzykalność to jest coś od nich niezależnego.
- Ja mówię o takich ludziach, którzy są jawnie niemuzykalni.  
Dla mnie muzyka, którą piszę, moje utwory są traktowane przeze mnie jako wyrażenie tego, co  wewnętrznie przeżywam. 

Dla niektórych muzyka jest przede wszystkim po to, by przy pomocy dźwięków tworzyć struktury, dla niektórych muzyka - to matematyka…
- Ja tego akurat nie rozumiem.

A Pan Profesor jaki ma stosunek do matematyki w ogóle?
- Ja byłem bardzo dobry w matematyce.

Ale nie utożsamiał Pan matematyki z muzyką?
- Nie.W muzyce nie kierowałem się jakimiś rozumowymi kalkulacjami. Tylko pisałem spontanicznie to, co czułem.

Ale rzeczywiście daje się skomponować utwór przy pomocy matematycznych parametrów . Dzisiaj są i tacy, którzy w ten sposób komponują i też jest to muzyka, która - brzmi. I nawet można do tego dobudować „filozofię”, to nie jest problem. Nawet tak sobie kiedyś pomyślałam, że znacznie ciekawsze są książki programowe „Warszawskich Jesieni”, niż część kompozycji, które tam słyszałam.
- W książkach festiwalowych przy komentarzach można nie raz głowę zwichnąć… ..

[…]
- Wolę się zastanowić nad związkiem człowieka i muzyki. „Czy muzyka jest potrzebna do życia człowiekowi?”
Czy człowiek bez muzyki może się obejść? I ta wypowiedź profesora Nowickiego: „człowiek  bez  muzyki nie jest w pełni człowiekiem”. Jeżeli człowiek z natury jest niemuzykalny, to siłą faktów bez muzyki się obchodzi. 

Ale Panie profesorze: czy są ludzie niemuzykalni?  Powiem szczerze, że kiedyś człowiek niemuzykalny mógł być takim, kiedy rzeczywiście nie docierała do niego muzyka, a dziś? Dziś czy „muzykalny” czy „niemuzykalny” -  to jest wrzucony w tygiel „muzyki” . Raczej rzadko przez duże M. Muzyka jest teraz wszędzie: w supermarkecie, w autobusie ...
- Jeśli ktoś z natury  jest niemuzykalny, to mu nic nie pomoże.

Czy Pan Profesor czuje się znany i popularny i czy ma to w ogóle jakąkolwiek wartość i znaczenie dla Pana Profesora? Pan Profesor powiedział, że popularność i sława Go nie interesują.
- Tak, to prawda.

Dla mnie właściwie  jest to nieważne. Mnie zależy na tym, by moje utwory były grane, bo odczuwam wewnętrzną potrzebę podzielenia się nimi. Bym mógł się podzielić tym, co mam.  A nie żeby zdobywać jakiś rozgłos czy sławę?

Czy Pan Profesor dzieli i hierarchizuje dla swoich potrzeb muzykę, czy każdy przejaw tej dziedziny kultury uważa za tak samo ważny i potrzebny? Czy istnieje dla Pana Profesora podział na kulturę „wysoką” i „niską”?
- Ten podział istnieje, tylko chodzi o to, że są ludzie, którzy potrzebują tej „niskiej” kultury. Jest kultura „niższa” i kultura „wyższa”. 

Proszę powiedzieć, Panie profesorze, skoro już tak oceniająco oddzieliliśmy kulturę „wysoką” od „niskiej”, czy kiedyś ta kultura „niska” była taka, jak w tej chwili? Czy coś rzeczywiście zmieniło się na gorsze, czy w ogóle się nie zmieniło i dalej jest to po prostu „zwykła” kultura „niska”? Mam odczucie, że w tej chwili jest zalew kultury „niskiej”, a  kultura „wysoka” jest tylko wysepką gdzieś na tym oceanie całości .
- To prawda, że tak jest, bo środki masowego przekazu stale przekazują tę „niższą” kulturę. Podział ten w dalszym ciągu istnieje. Są ludzie, którzy tego potrzebują i są tacy, którzy tego nie potrzebują. Są ludzie, którzy potrzebują muzyki rozrywkowej, dla których na przykład muzyka symfoniczna Beethovena nie istnieje. Muzyka „niska” też jest potrzebna.

Dla części ludzi, którzy słuchają klasycznej muzyki współczesnej, Beethoven też nie istnieje,  ponieważ jest muzyka współczesna, dzisiaj pisana i dlatego Beethoven jest niepotrzebny.

Małgorzata Nikodemowicz:
 (wrzuca do dyskusji swoje zdanie)  
Muzyka taty nie jest łatwa. Zresztą, kiedy czasem oglądam w TV różne quizy, słyszę jak odpowiadający najczęściej „sypią się” na pytaniach dotyczących muzyki poważnej. Dostrzega się dużą ignorancję w tym temacie.

Zamknięte ucho miał np. Mickiewicz, który ponoć beczał a nie śpiewał, a muzykę uwielbiał i wybierał znakomitą muzykę do słuchania. Wiedział o czym to jest. We wspomnieniach Filomaci piszą, jak podczas spotkań mówili mu: Adam, ty lepiej nie śpiewaj, bo ryczysz i beczysz, a to jest straszne. Pewnie było to straszne dla obdarzonych słuchem i głosem braci Zanów. Jednocześnie Chopin często samego Mickiewicza zapraszał i grał dla niego, a ten siedział przy nim zasłuchany i czasem płakał. Tak więc to nie musi być związane ze sobą – brak słuchu muzycznego i niewrażliwość na muzykę wysokich lotów.  


Jerzy Jacek Bojarski: 
Profesor Nikodemowicz - nie stracił wiary w Muzykę, mimo iż kierował chórem seminaryjnym przez 10lat…. śmiech
- Kierowałem chórem, bo mnie ks. rektor Mieczysław Brzozowski poprosił. Dzisiaj odczuwam satysfakcję, kiedy spotykam dawnych seminarzystów, a teraz księży, wszyscy oni bardzo dobrze wspominają tamte czasy.

Co oznacza według Pana Profesora bycie w świecie? Co uznałby Pan Profesor za najważniejszy aspekt swojego bycia w świecie? 
- Co Pani ma na myśli?

Każdy człowiek jest całkowicie inną osobą i pytając Kompozytora, chciałabym się dowiedzieć, jakie „bycie” uważa On za najważniejsze. Bo zwykłe bycie w świecie to: wstajemy, jemy , pracujemy . Natomiast prawdziwym byciem są te dodatkowe rzeczy, które niekoniecznie robimy dlatego, że musimy, które  nas konstytuują w inny sposób. Pan Profesor odczuwa pewnie, że to Jego misja, bo dostał takie a nie inne atuty. Ponieważ sam je ma, chciałby się nimi podzielić. Komponowanie Pana Profesora jest dla mnie potwierdzeniem tego faktu: że Pan coś dostał i czuł, że powinien to rozwijać – dla innych. Zrobić coś z tym, a nie zostawić sobie.
- Ja nie robię tego ze świadomością, że powinienem, choć czasami i tak też bywa… Robię, bo muszę to robić. Mam dużo utworów niejednoznacznie religijnych. Cała moja twórczość jest moją modlitwą w życiu. Napisałem dużo muzyki nie programowej, muzyki kameralnej czy symfonicznej. Trudno powiedzieć, o czym była ta muzyka. Nie była o czymś, ale była to muzyka pisana z wewnętrznej potrzeby. I w tym sensie całą moją twórczość można nazwać muzyką religijną.

Jerzy Jacek Bojarski:
(włącza się)
Muszę stwierdzić, że jesteś wiarygodny – godny wiary. To wypływa z Twojego życia. Ale na KUL-u  w Collegium Jana Pawła II po nadaniu Honorowego Obywatelstwa Miasta Lublina  słyszałem fajne kawałki na skrzypce i fortepian, wcale nie religijne – były to wczesne utwory – Sonata, Poemat - grała na skrzypcach bodajże  Katarzyna Duda.  To mi się bardzo podobało i o takie  kompozycje nigdy bym Nikodemowicza nie podejrzewał .

- To nie znaczy, że nie pisałem utworów zupełnie świeckich. Takim utworem jest np. Concertino.     

 Jerzy Jacek Bojarski :
To złammy ten stereotyp, że piszesz tylko muzykę religijną i na klęczniku, a nad Tobą aureola…śmiech.
  
Czy w muzyce jest miejsce na różnorodność, inność, inną wrażliwość, czy najlepiej byłoby muzykę ujednolicić i sprowadzić do jednej kategorii?
- No oczywiście, że jest różnorodność.


Jaka dla Pana jest ta różnorodność czy inność? Czy są obszary, które dla Pana profesora mogłyby nie istnieć? Albo nie istnieją, bo się zupełnie nimi nie interesuje, czy nie chce o nich wiedzieć, bo to nie jest Mu potrzebne do niczego. 
- Oczywiście, ze są takie obszary. Na przykład zupełnie nie pociąga mnie opera. Ale to nie znaczy, że nie należy słuchać muzyki operowej. 

 - No właśnie, à propos słuchania - Małgosia Nikodemowicz opowiada anegdotkę:
Kiedyś przyjechał do Lublina światowej sławy pianista Światosław Richter, było to jeszcze w starej Filharmonii przy ul. Osterwy. Przed koncertem wystąpił prelegent z dość długim słowem wstępnym (notabene ciekawym). Po wygłoszonym wprowadzeniu powinien był wyjść na scenę pianista, ale zamiast tego… nastąpiła długa przerwa. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że Richter, który czekał za kulisami w pełnej koncentracji, w pewnym momencie zaczął się strasznie niecierpliwić: „O czym on tyle gada? Kto to jest Richter – wszyscy wiedzą,  a muzyki - trzeba słuchać, a on gada i gada…”

To jest jedna strona medalu – słuchanie „bez gadania”. Dzisiaj jednak ludzie o wiele lepiej słuchają muzyki, gdy się o niej czegoś dowiedzą. 

- Muzyka ze swej natury jest sztuką abstrakcyjną, tam nie ma tekstu. Tego trzeba po prostu słuchać.


Nie będę więcej pisała tekstów o muzyce Nikodemowicza, tego trzeba słuchać!
A Ty (zwraca się do  Jerzego Jacka Bojarskiego) mówisz do mnie „pisz, pisz”…. Ja piszę, a Ty mnie krytykujesz i mówisz, że to nie jest to.. (śmiech…)
cdn

 

Część pierwsza rozmowy 

rys. Benek Homziuk
fot. Jerzy Jacek Bojarski

 

Wydarzenia polecane