Serwis Lublin.eu używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.Zamknij

Drukuj stronę do PDF V Koncert VI Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza, koncert kameralny

17.10.201716:01

V Koncert VI Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza, koncert kameralny, 1 X 2017 r., Trybunał Koronny

środa, 11 październik 2017
Historia nie jest żadną „magistra vitae”, jeśli nie ma w nas empatii i chęci pamiętania o pojedynczych osobach i ich losach, historiach. Przypisywane Napoleonowi Bonaparte powiedzenie, że dopiero „śmierć tysięcy – to Historia” (1) stało się bez wątpienia jednym ze źródeł ludobójstwa XX-w. Dlatego niekiedy ważniejsze od książek historycznych stają  – koncerty. Bo muzyka działa - bezpośrednio i może dać słuchaczom możliwość wniknięcia w pewne stany ducha i emocje, których przekaz słowny zwyczajnie nie oddaje. 
Koncert kameralny był wyjątkową lekcją Historii (prócz historii muzyki), po której jeszcze długie godziny tkwiły w nas - słuchaczach - nie tylko, jak to zwyczajnie po koncercie, muzyczne fragmenty, ale i trudne myśli, z którymi trzeba się było zmierzyć i uporać. 
To nie był tylko koncert, było to zarazem spotkanie z najczarniejszą kartą historii XX w. – Holocaustem i może najważniejszy, jaki dotąd usłyszałam – głos w dyskusji: czy muzyka jest po Holocauście jeszcze w ogóle możliwa?
Muzyka po tym najmarniejszym z czasów, niegodnym Człowieka, zmieniła się bardzo.
Obrazem tych zmian jest ogólnie zauważalny trend (2), który reprezentuje także i dzieło, całościowo jednak chyba – traumatyczne – Andrzeja Czajkowskiego (1935–1982) (3).   
Może nie kompozycja grana tego wieczoru, ale z pewnością inne utwory pianisty i kompozytora (4). 
Bohaterowie koncertu: Krzysztof Chorzelski - altowiolista „z przypadku” (5) i Lech Napierała - pianista to wspaniały artystycznie tandem. Chorzelski pokazuje w sposób absolutnie zachwycający moc tego cudownego w brzmieniu instrumentu, a pianista, z którym wystąpił, jest bardzo bliski wrażliwości muzycznej altowiolisty. Razem stworzyli od razu na początku wieczoru kreację artystyczną, grając dla zachwyconych melomanów - “Sonatę a-moll na arpeggione i fortepiano” D. 821 najbardziej subtelnego z romantyków - Franza Schuberta (1797-1828). Jest to absolutny „hit” i jako taki, „zgrany” straszliwie. Ale w wykonaniu artystów „Sonata” była na nowo świeża, rzeczywiście Schubertowsko subtelna i dźwięczna, a altówka /miast , oczywiście, dawnego arpeggione, które bardziej przypominało wiolonczelę/  pod palcami artysty brzmiała cudownie ciepło, po prostu jej barwą Chorzelski - słuchaczy uwodził. (6)
Panowie zrobili z tej sonaty coś zachwycającego, nie powiem klejnot, bo klejnot jako błyskotka należy do sfery blichtru, a tutaj mieliśmy zmartwychwstanie  wrażliwości  czy raczej - nadwrażliwości Schuberta, które tak w nim kochamy. Nie zaszkodzi jednak przypomnieć, że przywiązanie (bo chyba nie można tego inaczej określić?) do muzyki Schuberta nie uchroniło hitlerowców od bestialskiego ludobójstwa, a rozbrzmiewające „po pracy” tony jego muzyki fortepianowej w gabinetach dostojników SS należy przyjąć za barbarzyńskie nadużycie i wykorzystanie do niecnych celów tej genialnej sztuki. Dla więźniów obozowych muzyka stała się czymś, do czego nigdy wcześniej nie była powołaną – torturą (7).
Miałam takie straszne myśli podczas całego recitalu, bo nastawiona byłam mentalnie głównie na dwie pozostałe pozycje programowe: Josepha Phibbsa – „Listy z Warszawy na altówkę i fortepian” (2015) i Andrzej Czajkowskiego – „Sonatę na altówkę i fortepian” (1954–1955).       
„Sonata” Czajkowskiego… czekała z pewnością na swego wykonawcę w osobie Krzysztofa Chorzelskiego. Nie ma znów tak wielu, nawet współcześnie /gdy ten instrument przestał być wyłącznie orkiestrowym i kameralnym/ altowiolistów, którzy te „dziwne” twory młodego kompozytora, maksymalnie skomplikowane (widocznie prościej nie dało się wyrazić tego wielkiego duchowego napięcia, które tkwiło w Czajkowskim do ostatnich dni…) zagraliby w sposób tak czytelny, zrozumiały i de facto odkrywający dla publiczności tę nieznaną dotąd muzykę.  Artysta Krzysztof Chorzelski pisał o „Sonacie” Czajkowskiego do Dyrektor Festiwalu Teresy Księskiej-Falger, że stawia ona przed wykonawcą kolosalne zadania. To prawda: przed wykonawcami. Czajkowski sam był świetnym pianistą i nie musiał na „Sonacie” uczyć się pianistyki, miał ją „w ręku” i w pełni wykorzystał. Są więc w obydwu partiach miejsca wprost najeżone trudnościami.
„Sonata” jest 3-częściowa, w formie nawiązująca do najlepszych wzorców klasycznych Beethovena, ale przede wszystkim do – Szostakowicza. Mroczny Duch tego genialnego kompozytora unosi się nad wieloma jej fragmentami. Na przykład w Tematach Cz. I Largo, ma non troppo – Allegro, gdzie walczy głęboka melancholia z ironią i groteską. Cz. II.  TEMA. Largo assai, gdzie fortepian solo ma jeszcze bardziej mroczny początek w stylu Szostakowiczowskich passacaglii (8). Także świetne sekwencje pizzicato, melodyka, bardzo ekspresyjna Cadenza altówki w cz. II i na zakończenie przejmująca melodia altówki solo, brzmiąca jak żydowska pieśń, tworzą rzeczywiście Szostakowiczowski klimat.
Cz. III.  Allegro agitato jest spokrewniona w odcinkach agitato z twórczością Bartóka,
a w pełnych wyrazu melodycznego frazach – może trochę Szymanowskiego. Zbudowana na zasadzie przeplatających się odcinków o wielkiej ekspresji, w których altówka śpiewa bardzo wysoko /taka coloratura altówkowa, wcześniej rzadko wykorzystywana/ i  agresywnej ruchliwości obydwu instrumentów, z ostrymi trylami altówki. Ta trochę barbarzyńska ruchliwość - rodem z Bartóka - w zakończeniu jeszcze agresywnieje, aby nagle rozpaść się gdzieś w przestrzeni.
„Sonata” to utwór niezwykły przede wszystkim z powodu jej wewnętrznego dramatyzmu, sposobu traktowania altówki jako instrumentu nie tyle – solowego, bo to banalne, ale bezwzględnie emocjonalnie zaangażowanego w osobistą narrację kompozytora. Przypomina się tu tylko jedno – jeszcze głębsze „zawładnięcie” wykonawcą i instrumentem - przez Szostakowicza. Czajkowski antycypuje tu niejako prozodię i emocjonalizm „Sonaty na altówkę i fortepian” op. 147 Dymitra Szostakowicza (1906-1975) – jego ostatniego ukończonego dzieła (9). Ten dwudziestolatek był równie złamany okrucieństwem życia, co prawie siedemdziesięcioletni Szostakowicz. I to jest w tej muzyce - obecne. „Sonata” Czajkowskiego – skrótowo to określając - naznaczona jest traumą getta warszawskiego, z którego jako kilkulatek uciekł z babcią na aryjską stronę i dlatego – przeżył. „Listy z Warszawy” również dotyczą tego samego miejsca i czasu. Obydwa utwory stanowią dobitny przykład tego, że życie ma ogromny wpływ na twórczość, także muzyczną, choć twórczość muzyczna nie „odwzorowuje życia”, ale oddaje jego może najgłębsze stany emocjonalne, psychiczne, duchowe i jego - sekrety. 

Na koniec zostawiłam „Listy z Warszawy”, które Chorzelski w czasie koncertu wykonał bezpośrednio po Schubercie, a po nich nastąpiła krótka przerwa. Sądzę, że nie mógłby tak „beztrosko” zagrać „Sonaty arpeggione” (bo jej charakter wobec problemów, które ujmuje muzycznie kompozycja Phibbsa jest doprawdy – beztroski) po „Listach”, stąd ta kolejność.  „Letters from Warsaw for viola & piano” zostały skomponowane w 2015 r. przez Josepha Phibbsa – angielskiego kompozytora (ur.1974) na zamówienie Krzysztofa Chorzelskiego, a ich prawykonanie odbyło się na Hampstead Arts Festival w Londynie w listopadzie tegoż roku. 23 marca 2016 Krzysztof Chorzelski z Maciejem Grzybowskim zagrali je w Warszawie w Uniwersytecie Muzycznym im. Fr. Chopina na koncercie z cyklu „Środa na Okólniku” - „MISTRZOWIE INSTRUMENTALISTYKI”. Koncert miał podtytuł: „W kontekście Andrzeja Czajkowskiego”. Teraz wykonanie w Lublinie. Ta porażająca swoją wymową kompozycja została wykonana w Lublinie chwilę po tak znakomitych muzycznych miejscach jak Londyn i Warszawa! 
Korzystając z tego, co wydrukowano w Programie warszawskiego koncertu można podać następujące fakty: „Listy  z  Warszawy  zainspirowane  są  niedawno  odkrytym  zbiorem  korespondencji  z  warszawskiego getta z lat 1940–1941 autorstwa Felicji Goldman  –  babci Krzysztofa Chorzelskiego. Te niezwykłe i wstrząsające listy opisują codzienne życie jej rodziny w getcie, radość, której dostarczała jej jednoroczna córka Marysia (matka Krzysztofa), lęk o przyszłość i niknącą nadzieję na  połączenie  z  resztą  rodziny.  Utwór  poświęcony  jest  pamięci  Marii  Jarząbek-Chorzelskiej, która dzięki niezwykłej odwadze i poświęceniu swojej matki jako trzyipółletnia dziewczynka znalazła się po aryjskiej stronie. Felicja Goldman wraz z całą pozostałą rodziną zginęła.”(10) 
Bardzo sympatyczny Pan Kompozytor - przybył do Lublina, aby wysłuchać koncertu. To prawdziwie serdeczny gest w stronę nie tylko wykonawców, których zapewne (i słusznie) ceni, ale i w stronę Organizatorów Festiwalu, jak i Publiczności Festiwalowej. Bardzo Mu za to jesteśmy wdzięczni!
Jego pomysł kompozytorski jest w gruncie rzeczy prosty: wykorzystał dwie melodie żydowskie (przejmujące w swej melodyjności), obydwa instrumenty nie grają zbyt wielu dźwięków, narracja jest stonowana, nie epatuje ekstremalnie nowatorskimi środkami, nie jest więc w tym sensie – nazbyt awangardowa. Za to cały utwór odbiera się jako głęboko przez kompozytora przeżyty Temat, któremu daje on przez siebie przemawiać, a to podejście  subtelne i wrażliwe. Temat zaproponowany przez Chorzelskiego, ale przez Phibbsa podjęty jako osobista odpowiedź na pytanie; czy możliwa jest muzyka po Holocauście? I jest to odpowiedź potwornie smutna, ale na  – TAK, bo po to także jest Muzyka, aby zostawiała ślad Historii, nie tylko – w - Historii.  
Zwięzły, ale ujmujący opis kompozycji pióra samego kompozytora podaję / w tłum. Krzysztofa Chorzelskiego/, bo nie mam tu nic więcej do dodania:  
Cz. I Serenata.  Jej  materiał  tematyczny  ma  charakter  liryczny,  a  w  jej  kulminacji  rozbrzmiewa kołysanka żydowska „Schlof meyn Feygele”, w tłumaczeniu:
Śpij mój ptaszku
Zamknij oczy
Póki jesteś młoda
Śpij spokojnie
Śnij pięknie

Ciesz się światem wokół Ciebie Cz. II Aubade, swoim wyrazem nawiązuje do powracających w listach opisów maleńkiej Marysi, jedynego źródła radości i nadziei dla całej rodziny. Język harmoniczny tej części zbudowany jest na skalach orientalnych /i jest to jedyna tak żywiołowa, prawie radosna część utworu-IS/.
Cz. III,  zatytułowana  Lament  i  kołysanka,  jest  emocjonalnym  rdzeniem utworu. Jej spokojny, medytacyjny wstęp jest wprowadzeniem do frenetycznego solo altówki, które wznosi się poprzez rejestry instrumentu aż do wejścia fortepianu nawiązującego  do materiału części pierwszej.
W części ostatniej, zatytułowanej Wokaliza, melodyczne frazy w partii altówki rozbrzmiewają na tle prostego,  akordowego akompaniamentu fortepianu. Utwór  zamyka kolejny cytat, tym razem z żydowskiej pieśni z terenów Ukrainy „O gołąbku Marusi”(11).
Dodam tylko, że pianista tak zagrał melodię żydowską w ostatniej części „Listów”, że trzeba było wstrzymać oddech, a zaraz potem altowiolista rozpłynął się z nią razem tam, gdzie spotykają się wszyscy, których kochamy…

Magdalena Tulli w sposób nie tylko porażający, ale niezwykle precyzyjny pokazuje jak odbywa się w rodzinach z piętnem Holocaustu bezgłośne, bezsłowne pokoleniowe przenoszenie traumy (12). Dlatego Chorzelski gra tak niesamowicie przejmująco… Dlatego muzyka Czajkowskiego, a zwłaszcza „Listy” zostały przez Chorzelskiego, przez obydwu artystów potraktowane jako autentyczna i osobista - wypowiedź, porażająca szczerym i bardzo bolesnym emocjonalizmem.

Na bis zagrana - pięknie i bardzo stylowo ostatnia z miniatur cyklu Märchenbilder op.113 Roberta Schumanna (1810-1856) - Langsam, mit melancholischen Ausdruck, jeszcze pogłębiła nastrój smutku i melancholii, który zapanował niepodzielnie w Sali Trybunału. Jednocześnie takie koncerty mają moc katarktyczną. Dlatego są wyjątkowe i bardzo nam, chorym na i przez głupotę i zło świata – potrzebne. 
W czasie wieczoru nie zabrzmiał utwór Patrona Festiwalu, ale jakże blisko byliśmy także i Jego osobistych przeżyć, co lepiej pozwala nam rozumieć, że w muzyce Andrzeja Nikodemowicza odnajdujemy odpryski /chciane i częściej może – niechciane, bo głęboko skrywane/ traumatycznych lat wojny i komunizmu. Jak u Szostakowicza, jak u Czajkowskiego. Ich dzieła są historycznym świadectwem i jednocześnie - odpowiedzią na dręczące, mam nadzieję, że nie tylko mnie, pytania… 
Iwona A. Siedlaczek 

Iwona A. Siedlaczek -  wciąż jeszcze nauczycielka skrzypiec Szkoły Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, bardzo przywiązana do słuchania żywej muzyki, z której na gorąco pisze czasami notki, noty i elaboraty, których nikt nie czyta (z wyjątkiem Redaktora Niecodziennika, ale On to robi z obowiązku), ale przecież ktoś musi prowadzić choćby niekompletną  Kronikę Lubelskiego Życia Muzycznego. Dla Potomności!   

PRZYPISY:
(1)    Miało ono realne odbicie w prowadzonych przez Napoleona wojnach, ale dopiero dziś otwarcie odmitologizowuje się te działania, określając  je jako  „krwawe pacyfikacje i okrucieństwo wobec cywilów”. Niestety stereotypowe myślenie o „bohaterach” jest głęboko społecznie zakorzenione.
 A Beethoven po prostu skreślił dedykację dla Napoleona do swojej III Symfonii Es-dur op. 55 "Eroica” w momencie kiedy bardziej domyślił się, niż dowiedział o zwyczajnym dążeniu do władzy,  a nie propagowania rewolucyjnych, humanistycznych w odczuciu Beethovena Idei Wolności-Równości-Braterstwa. To Beethoven je zrealizował w swojej IX Symfonii d-moll op. 125, żadnemu z władców ani polityków dotąd się to nie udało.
(2)    Dość powiedzieć, że w większości dzieł pojawia się konflikt, radykalizm dźwiękowy, eksperyment często trudny do zniesienia przez „normalnego” słuchacza. Z pola filozofii pojawiają się w nowej muzyce częste odniesienia do Chaosu, Nicości, Thanatosa. Wiele dzieł może wywoływać 
w słuchaczach wręcz koszmary, tak traumatyczne piętno nosi.
(3)    Andrzej Czajkowski to „dziecko Holocaustu”, nadwrażliwy i utalentowany pianista, którego kompozycje można określić także jako wewnętrzny przymus terapeutyczny. Życie utrudnił mu nie tylko fakt, że był Żydem, ale i homoseksualistą. Był najmłodszym laureatem V Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w roku 1955, a w roku 1956 zdobywcą III nagrody w niezwykle prestiżowym i jednym z najtrudniejszych konkursów pianistycznych na świecie - Konkursie im. Królowej Elżbiety Belgijskiej. Artur Rubinstein miał o nim powiedzieć wówczas: „Jest jednym z najwybitniejszych pianistów swojej generacji, a nawet kimś więcej - to cudowny muzyk". Po otrzymaniu stypendium Rządu Belgijskiego wybiera emigrację, ale zawsze podkreśla, że jest polskim pianistą i kompozytorem. Koncertuje na wielu estradach świata, ale równolegle do kariery pianistycznej oddaje się swojej największej pasji - kompozycji. Zainteresowanych tą niezwykłą, a nieznaną postacią odsyłam do wznowienia (bez cenzury)  „...mój diabeł stróż. Listy Andrzeja Czajkowskiego i Haliny Janowskiej” /W.A.B., 2011/. Trudna, ale i interesująca lektura.
(4)    Jak choćby „II Koncert fortepianowy” op. 4, grany ostatnio w Lublinie na koncercie będącym Inauguracją Sezonu Artystycznego 2017/18 Filharmonii Lubelskiej. Solistą był Maciej Grzybowski, który stara się propagować dzieło Czajkowskiego, o czym wspominałam w recenzji tegorocznego III Koncertu Festiwalowego.
(5)    Krzysztof Chorzelski (ur.1971) jest skrzypkiem, który w 1991 r. przeprowadził się do Londynu, by rozpocząć studia w Royal College of Music. Kształcił się tam pod okiem wielkich mistrzów: Grigoria Zhislina, a następnie Felixa Andrievskiego. W 1991 r. zwyciężył w Międzynarodowym Konkursie 
im. Tadeusza Wrońskiego na Skrzypce Solo w Warszawie. Ale traf chciał, że po kilku latach dla przygody zastąpił altowiolistę w londyńskim Belcea Quartet. Zastępstwo, jak sam się śmieje, przedłużyło się i od lat 20-tu występuje już nie tylko jako solista skrzypek, ale i - altowiolista oraz kameralista i członek Belcea Quartet.
(6)    Nie wiem na którym instrumencie artysta grał tego wieczoru, na swojej stronie wymienia dwa: to Nicola Amati z 1680 r. i zrobiony na zamówienie altowiolisty współczesny instrument wiedeńskiego lutnika o rumuńskich korzeniach - Felixa Daniela Rotaru z 2012 r.   
(7)    Dyskusja wokół aksjologicznego problemu ogólnego „dobra i zła” w muzyce jest obecna w przestrzeni filozoficznej od czasów Platona. Jednakże dyskusja o szczegółowym problemie moralnego uwikłania muzyki, jaka wywiązała się nareszcie po wielu latach od Holocaustu nie może już zostać zwyczajnie – pominięta, gdyż muzyka bywa dziś traktowana jako narzędzie tortur o czym pisze Dorit Rabinyan  w „Żywopłocie”/ przekł. Agnieszka Olek, Sopot 2016/, gdzie na s. 93 jej bohater – Palestyńczyk mówi do swojej ukochanej – Żydówki, że w żydowskim obozie jenieckim dla Palestyńczyków, żydowscy żołnierze zmuszali Palestyńczyków do ciągłego śpiewania piosenek, muzyka stała się jedną z kar i była - torturą . Podobną torturę stosowali na więźniach – terrorystach /czy też domniemanych terrorystach/, których ogłuszano i ogłupiano wielogodzinnymi „sesjami” muzyki - Amerykanie w Guantanamo Bay detention camp. Proces torturowania muzyką rozpoczęli jednak hitlerowcy, którzy zakładali obozowe orkiestry, gdzie przy dźwiękach muzyki bili, zabijali i prowadzili miliony Ludzi do komór gazowych. Niestety, nie da się wymazać tego procederu. Odsyłam do artykułów na ten temat z lat ostatnich, m.in. Guido Facklera „Muzyka w obozach koncentracyjnych 1933-1945” De Musica, M u z y k a l i a VI, Judaica 1. Powstała także ważna książka Shirli Gilbert “Music in the Holocaust. Confronting Life in the Nazi Ghettos and Camps” Clarendon Press, Oxford (Oxford Hitsorical Monographs), 2005. 
(8)    Choćby tak przeraźliwie smutnych, wręcz depresyjnych jak cz. III z  Koncertu skrzypcowego No. 1 Op. 99 (III. Passacaglia) Szostakowicza.
(9)    Sonata na altówkę i fortepian  op.147 powstała w roku śmierci kompozytora - 1975 r., ponad dwadzieścia lat po Sonacie Czajkowskiego i jest  o s t a t n i ą  kompletną kompozycją Szostakowicza.
(10)    www.chopin.edu.pl/pl/2015/09/w-kontekscie-andrzeja-czajkowskiego
(11)    j. w. 
(12)    Jej zbiór opowiadań „Włoskie szpilki” (Warszawa, 2011) i „Szum” (Kraków, 2014), a właściwie po trosze wszystko, co dotąd napisała.

Kalendarium wydarzeń

<

23.11.2017

>

Październik 2017

Listopad 2017

Grudzień 2017

Styczeń 2018

Luty 2018

Marzec 2018

Kwiecień 2018

Maj 2018

Czerwiec 2018

Lipiec 2018

Sierpień 2018

Wrzesień 2018

Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
28 29 30 31
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30 31

Zgłoś problem

X

Zauważyłeś niepoprawne działanie strony lub nieaktualne dane? Zgłoś to korzystając z poniższego formularza.

(wpisz wynik słownie)