Serwis Lublin.eu używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie.Zamknij

Drukuj stronę do PDF VI Festiwalu Nikodemowicza, I Koncert Inauguracyjny 16.09.2017

24.09.201700:00

Jest taka cisza, w której słyszysz NIESŁYSZALNEGO
Antonina Krzysztoń - „Jest cisza” , z płyty „Dwa księżyce”

Szłam w kierunku Trybunału Koronnego krokiem spokojnym i z uwagą przyglądałam się ludziom, którzy późnym sobotnim popołudniem wypełnili piękną lubelską starówkę gwarem rozmów i śmiechu czyli radością wspólnego bycia. Jedyny zgrzyt  stanowiła zbyt głośna muzyka, która wdzierała się w ten pogodny nastrój (deszcz właśnie przestał padać) dość prymitywną, mogącą przyprawić o palpitacje serca nutą basu. To Lubelskie Święto Młodego Cydru rozstawiło na błoniach pod Zamkiem swoją estradę…

I choć cieszy fakt wielkiej różnorodności akcji mniej lub bardziej artystycznych w Lublinie, to na szczęście dźwięki te mogłam zostawić za sobą i wejść do cichego wnętrza Trybunału, aby tam z garstką zainteresowanych świętować rozpoczęcie VI Międzynarodowego Festiwalu Andrzej Nikodemowicz - Czas i Dźwięk. Można upajać ciało, a można (i to nawet zdrowiej) – ducha (choć i ciało nie jest wtedy przyjemności pozbawione). Ci, którzy weszli na piętro Trybunału, doskonale wiedzieli w jakim celu. A ten pierwszy wieczór festiwalowy, jak się okazało, niósł duży ładunek emocji. Nie tylko bowiem koncert, nie tylko muzyka Bacha, Schumanna, Nikodemowicza, ale i pierwsze wspomnienia… Kompozytor Andrzej Nikodemowicz nie uczestniczył w tym spotkaniu. Wszedł na „trzecie pole” swego istnienia (2) i tam Go teraz możemy spotykać. Festiwal to nie tylko ułatwia, ale właściwie w ogóle umożliwia, bo nagrań muzyki Nikodemowicza mamy nadal ilości śladowe. A prowadząca koncert Dyrektor artystyczna Festiwalu Teresa Księska-Falger przypomniała, że do tego roku dzieł opusowanych Andrzeja Nikodemowicza było 137. W 2017 r. córka Małgorzata odnalazła jeszcze jeden opus - „Trzy psalmy na chór”. Tak więc teraz już 138 opusów (w większości) czeka na wydanie, a także - nagranie. Prawykonanie lubelskie op. 138 Nikodemowicza Dyrektor Festiwalu zaplanowała na rok przyszły, co jest informacją podwójnie cenną, ponieważ świadczy o planach kontynuacji tego absolutnie wyjątkowego w skali kraju przedsięwzięcia, jak i o tym, że będziemy mogli usłyszeć  ostatnią  kompozycję Mistrza, kompozycję religijną z tekstem, którą pewnie można określić jako swoistą „wiadomość” do nas skierowaną. Ale jaką?  To dopiero przyszłość pokaże.

Teraz powróćmy do inaugurującego VI Festiwal recitalu fortepianowego świetnej ukraińskiej pianistki Oksany Rapity. Przypomnijmy na wstępie, że Oksana Rapita wraz z pianistą Myroslavem Draganem wykonali 23 września 2012 r., na Inauguracyjnym Koncercie I Festiwalu „Mały koncert in C na dwa fortepiany” Andrzeja Nikodemowicza i „Dancing Suite” Myroslava Skoryka. Brawurowo! Teraz pianistka otworzyła swoim recitalem już VI Festiwal. Wielkie wzruszenie ogarnia, gdy pomyśli się o Festiwalach, których słuchał z nami Profesor… Skoro za czasów imperatorów można było mianować „Pierwszą Fortepianistką Najjaśniejszych Ich Wysokości Cesarzowych” (3) Marię Szymanowską, można i dziś mianować Oksanę Rapitę „Pierwszą Pianistką” Profesora Andrzeja Nikodemowicza, skoro, jak się dowiedzieliśmy, była jego pianistką ulubioną. Rozpoczęła „nieortodoksyjnie” – Bachem na fortepian współczesny i w dodatku Bachem opracowanym! Na szczęście jednak jest w dzisiejszej rzeczywistości muzycznej miejsce na różne podejścia do muzyki dawnej. Zarówno tzw. wykonawstwo historyczne, jak też gra na współczesnych instrumentach  i nawet (dla niektórych: o zgrozo!) – opracowania,  takie jak chorały Jana Sebastiana Bacha na fortepian przez Ferrucio Busoniego (1866–1924) (4), czy dzieła organowe tegoż Bacha (choćby słynna „Toccata i Fuga d-moll” BWV 565) na orkiestrę symfoniczną przez genialnego dyrygenta i organistę Leopolda Stokowskiego (1882-1977) (5) „zinstrumentowane”.  Są one nadal grywane, a nawet ostatnio „modne” jest przypominanie tych praktyk transkrypcyjnych, rodem z XIX w., które, wydawałoby się, powinny już przejść do lamusa. Doprawdy żyjemy w najlepszym ze światów (muzycznych, oczywiście), skoro można słuchać tego wszystkiego przynajmniej w setkach nagrań, a nawet i na żywo (choć rzadziej).  I wybierać, wybierać, wybierać, co rano, a co na podwieczorek podamy do konsumpcji naszemu duchowi. Zabrzmiało więc Preludium chorałowe „Ich ruf zu dir, Herr Jesu Christ” BWV 639 z „Książeczki organowej”  („Orgelbüchlein" - jak ją Wielki Mistrz określił ), w tonacji f-moll, która według barokowej retoryki symbolizowała, czy też – wyrażała, uosabiała „śmiertelny strach serca”, a u Bacha nawet więcej, bo jako tonacja bemolowa związana była symbolicznie  z marnością ziemskiego świata. To arcydzieło , jak wiele małych muzycznych a mistycznych uniesień u Bacha. Tytuł całego cyklu wskazuje na aspekt „modlitewny” – „książeczka”,  jak „książeczka do nabożeństwa”, tyle, że muzyczna. Można przyjąć, że były to osobiste „rozmowy z Bogiem” kompozytora, które ocalały go w sytuacjach codziennych, pełnych trosk, a i dramatycznych. Taki początek, pod palcami pianistki brzmiący pięknie, przeniósł słuchaczy natychmiast do własnego wnętrza ( to muzyka introwertyczna), aby tam dać poczucie, że słuchając Bacha, przyłączamy się jakoś i my do jego wołania….

Przy dźwiękach chorału „Jesu bleibet meine Freude” z Kantaty G-dur BWV 147 zawsze ogarnia mnie wzniosła (właśnie – wzniosła, a nie taka zwyczajna) radość, od pierwszych dźwięków. Jako muzyka kosmiczna ( w większości) dzieła Bacha dają się doprawdy słuchać w najróżniejszych opracowaniach. Opracowanie wybitnej angielskiej pianistki Julii Myry Hess (1890-1965) uważam za kongenialne. Tak udane, że chyba nie ma żadnego pianisty, który by nie miał ochoty go kiedyś zagrać. I wbrew ortodoksji, znakomicie brzmi na współczesnym fortepianie. Fortepian w Trybunale prosi już co prawda o emeryturę, a przynajmniej lżejsze zadania, ale pianistka i tak zdołała wydobyć zeń te cudowne, doprawdy niebiańskie legata, które mają „opowiadać” (tonacja G-dur według retoryki baroku je do tego predestynuje) o radości wiary kompozytora, triolami (jeden z symboli Trójcy Świętej), w wersji fortepianowej niezbyt wygodnymi do grania, bo co chwila akordowymi, ale jakże na nasze - słuchaczy duchowe rozterki, doskonale oddziałującymi.  W 500-lecie Reformacji, w której muzyka Bacha miała udział bodaj największy, przynajmniej jako dzieło „Soli Deo” dedykowane, co zresztą wrażliwy artysta, a i słuchacz odbiera doskonale, a więc w ten rocznicowy rok, jak i zawsze, „zacząć od Bacha” jest po prostu doskonale. Uniesieni już trochę nad Ziemię, zostaliśmy za chwilę porwani przez artystkę w istny wir dźwiękowy „Phantasie” C-dur op. 17 Roberta Schumanna. Niektórzy nawet przestraszyli się pierwszego dźwięku wydobytego z fortepianu po wybrzmiałym Bachu, ale bo też pianistka świadomie zmieniła wolumen i dostosowała go do tej „szalonej” formy wielkiego romantyka.
Fantazja ta to ogromna forma składająca się z pięciu części, w których kompozytor prześciga się w emocjonalnym wyrazie swojej nieokiełznanej, na wskroś „romantycznej” natury. Można jej słuchać jak wielkiej improwizacji, pamiętając, że stała się darem kompozytora na pomnik Ludwiga van Beethovena w Bonn. Ale kompozytor składa w niej niski ukłon zarówno geniuszowi Beethovena, jak i Franza Liszta, któremu Fantazję dedykował. Opatrzona mottem – ostatnią strofą ze stanowiącego esencję romantyczności wiersza Friedricha Schlegla „Die Gebüsche” (6)  
Durch alle Töne tönet
Im bunten Erdentraum
Ein leiser Ton gezogen
Für den, der heimlich lauschet, 

w której „ton” ma konotacje - dla muzyka- zarówno fizyczne, jak i mistyczne - „ton  Wszechświata”, a który to „chory na Śmierć” Schumann wyczuwał jakimś dodatkowym zmysłem swej nadwrażliwości. Fantazja stanowi arcypokaz najczystszej romantyczności, która z poezji się wywodzi, z poezją się w muzyce jedna i jako poezja muzyczna wchodzi do ucha słuchacza. Rzadko można ją usłyszeć na żywo, dlatego pianistka zrobiła swoim wykonaniem niespodziankę. A znakomita interpretacja i wspaniale uchwycony poetycki wymiar całości zostaną na długo w pamięci słuchaczy.

Jeśli, jak usłyszeliśmy we wprowadzeniu  Dyrektor Festiwalu, Fantazja ta była ulubionym przez Profesora Nikodemowicza utworem Schumanna, to jako swoiste dopełnienie przeciwieństw. Emocjonalizm muzyki Schumanna zdaje się na nas wylewać i czasami aż przytłaczać, muzyka Andrzeja Nikodemowicza nigdy taka nie jest, co mieliśmy okazję sprawdzić jeszcze tego wieczoru, bo po Schumannie wykonane zostało „6 Medytacji” z 1997 r. Trzeba je zaliczyć do muzyki skrajnie odmiennej od Schumannowskiej. Nikodemowicz nie był neoromantykiem, od tej estetyki trzymała go na dystans jego własna introwertyczna natura i niechęć do wszelakich ekstrawagancji, nazwijmy to skrótowo – artystowskich (w znaczeniu przerostu formy nad treścią) we własnej twórczości. Kontrast „Medytacji” z muzyką Schumanna był – szokujący. Te krótkie (to już wielki kontrast) miniatury nie starały się nas prowokować, ani zadziwiać, ale pokazywały rewers romantycznego szału – siłę medytacyjnego spokoju. Myślę, że tytuł „Medytacje” należy odebrać jako „mówiący”, to znaczy odsyłający do przeżyć związanych z duchowym wyciszeniem. Ponieważ Nikodemowicz używa zupełnie innego niż Schumann „garnituru” dźwięków, nie zalewa nas też kaskadami tych dźwięków, tym intensywniej odbieramy zwrot tej muzyki w stronę – ciszy i milczenia. A te dwa atrybuty są z medytacją przecież nierozerwalnie związane. Forma Nikodemowicza nie jest aż tak aforystyczna jak Weberna, ale z pewnością bliższa estetyce kompozytorów tego czasu, niż romantycznych. Brzmienie utworów Nikodemowicza, który wykorzystuje wysokie rejestry fortepianu w dynamice piano i mezzoforte, a niskie traktuje jak barwowe dopełnienie tamtych, może być po wysłuchaniu już jakiejś części jego dzieł potraktowane jako autoportret tego twórcy (7). Brzmieniem tym kompozytor nie epatuje, lecz subtelnie zaprasza do wejścia w swój świat muzyczny.
Gdy zaraz potem zabrzmiał Karol Szymanowski, polemizujący i wyrywający z martwoty (po Chopinie) formę mazurka, znów okazał się on kontrastem wobec Nikodemowicza. Otwartość, jakaś „jawność” brzmienia i faktura w gruncie rzeczy dość „klasycznie” fortepianowa pokazały i tu inność muzyki Nikodemowicza. Dopiero bowiem w zestawieniu z różnymi kompozytorami najlepiej można uchwycić słuchowo, choć wcale jeszcze nie – nazwać – bo to jest znacznie trudniejsze – tę inność. Szymanowski dał w cyklu „20 Mazurków” op. 50 istny popis pomysłowości, wykorzystując ludowość mazurków Mazowsza i Kujaw, i krzyżując ją z folklorem Podhala, który fascynował go najbardziej. Niezwykłą oryginalność tych miniatur Oksana Rapita pokazała szalenie zgrabnie, bez przesady uwypuklając te krzyżujące się „rasy” (8) w czterech wybranych „Mazurkach”.  A ponieważ Nikodemowiczowi Szymanowski był bardzo bliski, ten swoisty pochód od Bacha, przez Schumanna i Szymanowskiego, dotarł znów do – Nikodemowicza. Tym razem była to „Impresja” op. 46. I tutaj znów charakterystyczne brzmienie wysokiego rejestru fortepianu, ale całość oparta na kontrastach rejestrów wysokich i niskich nosiła znamiona pewnej gwałtowności, która przeczyła czemuś „ulotnemu i przelotnemu”, co pod określeniem „impresja” zwykliśmy rozumieć. Tak więc „Impresja” Nikodemowicza była właściwie - „ekspresją”. Właściwymi, cudownie urokliwymi „impresjami” okazały się natomiast „3 Kołysanki” (2009) Nikodemowicza. Kołysanka to forma bliska introwertycznemu sposobowi istnienia Nikodemowicza-twórcy. Napisał ich wiele na różne instrumenty i głosy. Wyciszenie, czy też  wyciszanie i uspokajanie, które służyło w codzienności do usypiania dziecka, a które jest immanentną cechą kołysanki, zdaje się być bardzo bliskie wnętrzu kompozytora. Kołysanki Nikodemowicza posiłkują się niewielką rozpiętością melodyczną, rysunek melodii jest w nich bardzo delikatny, nawet jeśli pojawiają się arabeski i zagęszczenie faktury („Kołysanka”  trzecia) to tylko na chwilę, jako „wychylenie” od emocjonalnej aury łagodności, spokoju, wyciszenia. Takim delikatnym wybrzmieniem niskiego tonu fortepianu w ostatniej „Kołysance” Andrzeja Nikodemowicza pianistka zakończyła cz. I recitalu. 
Cz. II poświęcona była w całości współczesnej muzyce ukraińskiej. Niestety nie dane mi było jej wysłuchać, bo w Lublinie panuje fatalny obyczaj nakładania na siebie terminów koncertów, co wymusza na słuchaczach zachowania niegodne melomana, jak wychodzenie w trakcie, aby dotrzeć na fragment innego koncertu, który także nas zainteresował. Mogę tylko zgadywać, że artystka dała wspaniały pokaz swoich umiejętności, bo „Toccata” (1979) Myroslava Skoryka – to utwór wirtuozowski, nawiązujący w twórczy sposób do formy barokowej, z charakterystycznym „uderzaniem”, ale i szalonymi repetycjami klawiszy, gamowo-interwałowymi, schromatyzowanymi kaskadami i… nieoczekiwanym zakończeniem. Skoryk miał z Nikodemowiczem wspólnego nauczyciela Konserwatorium we Lwowie - Adama Sołtysa. Jest kompozytorem uznanym nie tylko na Ukrainie, ale w całej Europie. Komponuje nie przejmując się awangardą, wykorzystując zdobycze epok minionych i w nawiązaniu do muzyki filmowej, którą także tworzy z powodzeniem, daje w wielu utworach wyraziste, „romantyczne” tematy. Jego muzykę grywam chętnie z moimi uczniami, więc przynajmniej utwory skrzypcowe dobrze znam „od środka”. 
Natomiast utworów Mykoły Kolessy (Kołessy), który żył 103 lata (!) mogłam posłuchać tylko na YouTube, ale już po tym wysłuchaniu wiem, jak znakomicie wpisały się w aurę całego recitalu.  Brzmienie „2 Preludiów” - „Fantastycznego” (1938) i „Huculskiego” (1975) nawiązuje do Rachmaninowa i Skriabina. Ponieważ obydwa „Preludia” dzieli prawie 40 lat, więc słychać, że w „Huculskim” kompozytor „podkręcił” język na bardziej awangardowy, a nawiązując do wspaniałego folkloru (z którego polscy malarze, pisarze i kompozytorzy także twórczo korzystali) zastosował interesujące rozwiązania melodyczno-rytmiczne. 

Na zakończenie recitalu artystka zagrała utwór awangardowej kompozytorki ukraińskiej Bohdany Frolyak. „Kurz” był zbyt krótki, abym zdążyła nań powrócić, mimo, że alternatywnego koncertu i tak nie wysłuchałam w całości. Dobrze choć, że moje bieganie miało ograniczony dystans, tylko z Trybunału do Dominikanów, bo jeszcze zdążyłam na promocję książki o ważnej dla kultury muzycznej Lublina postaci, która odbyła się po zakończeniu recitalu Oksany Rapity. 
Adam Natanek  - wieloletni Dyrektor Filharmonii Lubelskiej – bohater i autor książki – dr Marek Dudek zostali z publicznością festiwalową, aby przybliżyć jej tę niezwykle interesującą publikację. Ponieważ to kawał historii kulturalnej naszego miasta, niezwykle cennym jest fakt, że ukazała się w Roku 700-lecia Lublina (9). Wielkie gratulacje dla lubelskiego muzykologa, który wykonał gigantyczną pracę zebrania setek materiałów i udostępnienia nam ich w jednej, ponad 600 stron liczącej pozycji. A dlaczego ta promocja przy okazji Festiwalu? Jest wiele powodów, które Państwo z pewnością znają, ale przypomnę tutaj dwa z nich. Adam Natanek był pierwszym dyrygentem promującym muzyk ę Andrzeja Nikodemowicza w Polsce, także tą osobą, która przyczyniła się walnie do zamieszkania Państwa Nikodemowiczów w Lublinie, w związku z czym Profesor mógł dożyć w spokoju Festiwalu Swego Imienia! 
Na zakończenie wzruszająca ciekawostka. Udostępniam ją Państwu dzięki uprzejmości Pani Małgorzaty Nikodemowicz, która wysłuchała jak trzeba całego koncertu i wszystko dokładnie zapamiętała. Otóż od Niej dowiedziałam się, że Pani Rapita chwilę po recitalu opowiadała, iż mają wraz z mężem-pianistą w domu kilka fortepianów, a jeden z nich – o szczególnie pięknym brzmieniu Bechstein z początku XX w. - zakupili we Lwowie od polskiej rodziny, u której na tym fortepianie, jeszcze jako lwowiak, Profesor Nikodemowicz grywał kolędy.Teraz, gdy dotyka klawiszy instrumentu, zawsze ze wzruszeniem przypomina sobie, że dotykał ich przedtem On – Wielki Człowiek i Muzyk. W tym, że wspaniała pianistka zakochała się w brzmieniu akurat tego fortepianu, nie ma żadnego przypadku. A że zechciała się tą opowieścią z lubelską publicznością, która darzy Profesora Andrzeja Nikodemowicza tak samo wielką estymą, podzielić, godzi się ją zachować dla Potomności choć tym krótkim kronikarskim ustępem.  

Iwona A. Siedlaczek 

Iwona Agnieszka Siedlaczek  – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać… Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym

(2)    „trzecie pole” to pojęcie filozofii kultury A. R. F. Nowickiego  (1919-2011), „pierwsze pole” to życie twórcy, „drugie pole” to jego dzieła, a „trzecie” - życie dzieł i obecność pośmiertna w myślach i dziełach następnych pokoleń twórców (będących zarazem odbiorcami) i odbiorców (będących niekiedy twórcami). Zauważenie przez filozofa tego pola jest dla nas wszystkich wskazówką, że najbardziej pamiętamy o twórcy, kiedy zajmujemy się jego dziełami, wykonujemy je, badamy i rozwijamy. Wtedy bowiem możemy odkryć „ukryte moce” tkwiące w dziełach, a te prowadzą następne pokolenia twórców i odbiorców do rozwinięcia i pogłębienia tego, co w nich istotnego zauważyli.
(3)    Po jednym z koncertów wielkiej Marii Szymanowskiej (1789-1831) na dworze imperatora,  oczarowany maestrią wykonania, ale i urodą (jak wszyscy, to jest J. W. von Goethe, A. Mickiewicz, 
B. Thorvaldsen i in.) car Aleksander I mianował ją „Pierwszą Pianistką” swojej żony Elżbiety i matki - Marii Fiodorowny. Tytuł ten miał ogromne znaczenie, bo pomógł pianistce pozyskać wysoko urodzone uczennice i otworzył w Moskwie i Petersburgu salony arystokracji, w których mogła koncertować, a to znaczy – po prostu przeżyć. Na jednym z takich salonowych spotkań poznał ją Adam Mickiewicz. 
(4)    Ferruccio Busoni - włoski pianista i kompozytor, który w ten sposób poszerzał swój repertuar koncertowy o niepianistyczne dzieła ukochanego kompozytora baroku. 
(5)    To brytyjski dyrygent polskiego pochodzenia, obywatel USA, który bardzo chętnie się do polskiego pochodzenia przyznawał, do tego stopnia (miłego dla Polaków), że kłamał, jakoby urodził się 
w Krakowie, ale naprawdę przyszedł na świat w Londynie. Jeden z  najsłynniejszych dyrygentów świata, który w dodatku kochał rejestrowanie, kiedy jeszcze było ono w powijakach, ale dzięki temu pozostało po nim wiele dźwiękowych dokumentów.
(6)    Jaka była moc oddziaływania aury romantyczności tego wiersza świadczy fakt, że także Franz Schubert skomponował doń pieśń „Die Gebüsche” D.646. 
(7)    W szerokim sensie każde dzieło jest  autoportretem swego twórcy, ale szczególnie są nim te dzieła, które zostały pomyślane jako autoportrety.
(8)     Jak miał to określić sam Szymanowski, według słów Adolfa Chybińskiego.
(9)    Marek Dudek – „Adam Natanek. Człowiek, artysta, pedagog”, Lublin 2017, stron 628, w tym mnóstwo zdjęć, także dokumentów, afiszy i innych cennych pamiątek po wieloletniej działalności dyrygenckiej, dyrektorskiej, społecznej i pedagogicznej Adama Natanka, jego żony Danuty Damięckiej – śpiewaczki obdarzonej pięknym sopranem i wielu innych ludzi kultury, z którymi przyjaźnili się, współpracowali, koncertowali.

Wydarzenia polecane

Kalendarium wydarzeń

<

17.12.2017

>

Listopad 2017

Grudzień 2017

Styczeń 2018

Luty 2018

Marzec 2018

Kwiecień 2018

Maj 2018

Czerwiec 2018

Lipiec 2018

Sierpień 2018

Wrzesień 2018

Październik 2018

Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
29 30 31
1 2 3 4
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30
1 2 3
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
28 29 30 31
1
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
30 31
1 2
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
27 28 29 30 31
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2 3 4

Zgłoś problem

X

Zauważyłeś niepoprawne działanie strony lub nieaktualne dane? Zgłoś to korzystając z poniższego formularza.

(wpisz wynik liczbowo)