W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z serwisu lublin.eu oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.Zamknij

Drukuj stronę do PDF Wieczór w częstotliwości 432!

24.11.201500:54

Jakże przyjemny dla ucha koncert!  A wszystko z wydawałoby się „błahego” powodu stroju instrumentu na którym był wykonywany. Myślę, że wszyscy obecni z ulgą odebrali strój pięknego fortepiano, czy też pianoforte, na którym grała Katarzyna Drogosz.

Zmiana z 440 na 432 Hz jest dla ucha bardzo korzystna, dochodzą do nas bowiem dźwięki nie tak inwazyjne. Nie będę się rozwodziła nad tym, co fizycy wiedzą doskonale, a co zdaje się, dochodzi do nas z opóźnieniem, ale jednak, że strój 440 Hz, który został wprowadzony niejako na siłę w roku 1951 (lub 1953, jak podają inni), ma destruktywny wpływ na człowieka. 
Kopia instrumentu wiedeńskiego konstruktora Johanna Georga Andreasa Steina (1728 -1792), który przywiozła do Lublina pianistka, brzmiała zupełnie inaczej niż fortepiany współczesne nie tylko ze względu na strój, ale i budowę - w całości drewnianą. Jednak metalowa płyta i struny współczesnego instrumentu dają brzmienie o wiele bardziej intensywne i dla ucha, co by nie powiedzieć – dotkliwe.
A wieczór miał unaocznić  właśnie coś zupełnie odwrotnego - Gemü̱tlichkeit – atmosferę, która mogła się wytworzyć tylko w XVIII/XIX w. salonie. W takim salonie z pewnością grywał Franz Peter Schubert (1797-1828), którego utwory także usłyszeliśmy. I na podobnym instrumencie zaczynał swą muzyczną drogę w Warszawie Fryderyk Franciszek Chopin (1810-1849). Salon był naturalną „estradą” dla wielu kompozytorów i wykonawców aż do momentu, gdy między innymi Ferenc Liszt (1811-1886) wytworzył zapotrzebowanie na concert hall, co należy rozumieć dosłownie jako halę czyli miejsce o wielkiej przestrzeni, tak naprawdę zupełnie nie korespondujące z wrażliwością muzyczną, zwłaszcza muzyków klasycznych. Chopin do końca swych dni nie zaakceptował takich „hali” do koncertowania, bo właśnie w salonie czuł się jak najbardziej „na swoim miejscu”. Schubert nie musiał, jak i jego poprzednicy, nikt nie grał bowiem wtedy na stadionach. 
Za sprawą dwóch Wspaniałych Kobiet, artystek obdarzonych wyobraźnią oraz wyposażonych w rzetelną wiedzę na temat wykonawstwa muzyki dawnej   - śpiewaczki Marty Boberskiej i pianistki Katarzyny Drogosz publiczność, której chciało się wybrać w niedzielny wieczór 22 listopada do Trybunału, została przeniesiona do takiego salonu przełomu wieków XVIII/ XIX. 
Dobór programu był dobrze pomyślaną i skonstruowaną „lekcją muzyki”. Panie rozpoczęły od utworów Michała Kleofasa Ogińskiego (1765-1833), poprzez utwory Mozarta, Schuberta, Marii Szymanowskiej - do Chopina.  Wszystkie kompozycje nie wychodziły poza stworzone salonowe ramy – jednocześnie dając obraz wrażliwości i Ducha tamtych czasów, których muzyka jest doskonałym odzwierciedleniem. 
Zarówno fortepianowy Polonez F-dur  Nr 1 Ogińskiego, nie tak znany jak Polonez a-moll Nr 13 „Pożegnanie Ojczyzny”, który napisał  w 1823 roku przed całkowitym opuszczeniem  Polski i wyjazdem do ukochanej Florencji, gdzie zmarł dziesięć lat później (widać nie od razu zadziałało powiedzenie „zobaczyć Florencję i …), jak i trzy „Romanse” na sopran i fortepian jego autorstwa, nie brzmiały anachronicznie ani dziwnie. Raczej dziwnym jest fakt, że utworów tych w ogóle nie znamy. 
Kolejny blok stanowiły utwory Wielkiego Mozarta. Fantazja d-moll  K. 397, którą osobiście bardzo cenię i lubię (a to nie to samo, bo wiele dzieł cenię, ale ich nie lubię) zabrzmiała na kopii Steina zupełnie niezwykle. Sądzę, że jej tajemniczość *, którą analizują muzykologowie do dziś, na tym instrumencie jeszcze się wzmogła. Strona „fantazyjna” dzieła, a więc element pozornej niespójności, spowodowany zmianami tempa i struktur poszczególnych fragmentów przy takiej barwie instrumentu był jeszcze wyrazistszy. Jednocześnie niepokój, który zwykle towarzyszył mi przy słuchaniu (czy własnym przegrywaniu) utworu zmalał i zastąpiło go uczucie spokojnej rezygnacji. 
Tak, jakby wykonawczyni znalazła jakiś „złoty środek” na pokazanie tej Fantazji. A było nim zdaje się pewne umiarkowanie wykonawcze, nie wiem o ile wymuszone dodatkowo charakterem samego instrumentu, ale dla całości o znaczeniu pozytywnym.
Pieśni Mozarta, te „diamenciki” muzyczne Marta Boberska zaśpiewała prześlicznie. Zwłaszcza  pieśni miłosne „An Chloe” K. 524  i „Das Veilchen” K. 476  zabrzmiały mistrzowsko. Zresztą podczas całego wieczoru śpiewaczka czarowała słuchaczy wielką kulturą dźwięku, smakiem, z jakim proponowała każdy utwór, świetną dykcją i aktorskim sosem, którym umiejętnie podlewała każdą pieśń.  Naprawdę słuchało się tej solistki z radością dla uszu, oczu i serca. 
Zaraz potem wykonanie pieśni Schuberta pokazało nie po raz pierwszy, że dwaj kompozytorzy wiedeńscy – Mozart i Schubert mają ze sobą wiele wspólnego.  „Das Veilchen” Mozarta jest już pieśnią tzw. przekomponowaną, w której kompozytor dostosowuje muzykę do każdej zwrotki tekstu, mając tym sposobem możliwość zmiany nastroju i wymowy emocjonalnej muzyki w zależności od pojawiających się słów. To były początki, które Schubert wykorzystał i cudownie rozwinął. 
„Pieśń u Schuberta stawała się owocem chwili natchnionej” - pisał pięknie Mieczysław Tomaszewski**.  Cudna „Du bist die Ruh” D.776 , „Auf dem Wasser zu Singen” D. 774 ( do której towarzyszenie fortepianowe, zgrabnie imitujące falująca wodę, na  t y m  fortepianie  zabrzmiało szczególnie wdzięcznie i przyjemnie)  oraz "Der Neugierige" ze zbioru “Die schöne Müllerin” D. 795. Kocham pieśni Schuberta od czasu szkoły średniej, kiedy zdarzały się jeszcze w Filharmonii Lubelskiej recitale pieśniowe, co niestety obecnie zupełnie zarzucono, a szkoda. Są to utwory, które można sobie samemu i dla siebie śpiewać i grać, mając z tego wielką, naprawdę wielką duchową pociechę. Taka „muzyka terapeutyczna”, której zaletą jest, że choć o dramatycznych i często przykrych sytuacjach i uczuciach opowiada, jednocześnie muzycznie je portretując, to nie krzyczy, nie histeryzuje, nie epatuje, a pięknie je, na sposób filozoficzny - wyśrodkowuje. 
Świetnym pomysłem organizatorki i w jednej osobie prowadzącej koncert - Prezes Towarzystwa Muzycznego  Teresy Księskiej-Falger było sprowokowanie pianistki do przedstawienia instrumentu. Spontaniczna i jednocześnie fachowa wypowiedź Katarzyny Drogosz przypomniała i to, że Schubert grał na fortepiano Steina, co utrwalił dla potomności jego przyjaciel, świetny  malarz Moritz von Schwind (1804-1871). Przedstawił na jednym z niedokończonych rysunków, jak Schubert gra w salonie Josepha Rittera von Spaun (1788-1865) – przyjaciela i protektora (patrz obok).
Kiedy potem pianistka wykonała kolejne utwory: Schuberta „ Impromtu”  D. 899 nr 4 As-dur, Marii Szymanowskiej (1789-1831) trzy „Mazurki” ( C-dur, F-dur, C-dur) i „Mazurek” op. 7 nr 3 f-moll Chopina, wiedzieliśmy już doskonale, że mają one ze sobą wiele wspólnego, a z pewnością łączy je podobne wyczucie barwy, dyktowane instrumentem z epoki. Szymanowską łączy z Chopinem jeszcze i fakt, że jej wykonawstwo i kompozycje inspirowały go do własnych działań twórczych. Szymanowska jest zdecydowanie za mało znana i grywana***. Jeśli ktoś z publiczności dotąd nie słyszał jej utworów, a tak było chyba w większości przypadków, to już owe „Mazurki” mogły sugerować, że to świetna pianistka i ciekawa kompozytorka, która uległa inspiracji muzyką ludową jeszcze przed Chopinem.  
Na koniec koncertu zabrzmiały pieśni Chopina:  „Smutna rzeka” op. 74 nr 3 i „Wiosna” op. 74 nr 2 do słów Stefana Witwickiego (1801-1847); „Śliczny chłopiec” op. 74 nr 8 do słów Bohdana Zaleskiego (1802-1886) i „Piosnka litewska” op. 74 nr 16, której słowa ludowe z języka litewskiego tłumaczył Ludwik Osiński (1775-1838) – przyjaciel z lóż masońskich nauczyciela Chopina - Józefa Elsnera. 
Na bis panie wykonały jeszcze jedną pieśń Chopina, tę najbardziej znaną i w Polsce lubianą - „Życzenie” op. 74 nr 1 do słów  S. Witwickiego. Aplauz więc był ogromny i zasłużony.  
 
W polskiej (lubelskiej) rzeczywistości koncertowej recitali pieśniowych jest jak na lekarstwo. Dlatego recital znakomitej Marty Boberskiej został tak gorąco przyjęty przez publiczność. Mieliśmy i tę możliwość, że dzięki historycznemu fortepianowi, brzmiącemu finezyjniej, lżej i ciszej, mogliśmy się rozkoszować pięknym sopranem, który nie musiał walczyć, by wydostać się ponad fortepianowe towarzyszenie. Przyjęliśmy to z ulgą i radością. 
Iwona A. Siedlaczek


* Wolfgang Amadeus Mozart skomponował tę „Fantazję” w 1782 r. , w ciągu około 5 minut jej trwania tempo zmienia się następująco:  Andante – Adagio – Presto – Tempo primo – Presto – Tempo primo – Allegretto; zastosowane w jednym utworze multi – tempo jest absolutnym fenomenem na tamte czasy, ale geniusz Mozarta zadziwia nas do dziś wieloma muzycznymi koncepcjami 

**M. Tomaszewski „Studia nad pieśnią romantyczną” AM Kraków 1997

***choć na szczęście zmienia się to, zwłaszcza we Francji, gdzie śpiewaczka polskiego pochodzenia Madame Elisabeth Zapolska Chapelle – jako Présidente de la Société Maria Szymanowska organizuje koncerty i spotkania muzykologiczne.  W dniach 28-29.04.2014 odbyło się w Paryżu 2E  COLLOQUE  INTERNATIONAL   « MARIA SZYMANOWSKA ET SON TEMPS ». Z jej inicjatywy nagrano także utwory Marii Szymanowskiej na płytach : 
2012: Maria Szymanowska (1789–1831) – Ballades & Romances – Acte Préalable AP0260
2013: Maria Szymanowska (1789–1831) – Complete Piano Works – Acte Préalable AP0281-83

Iwona Agnieszka SIEDLACZEK dyplomowana nauczycielka klasy skrzypiec w Szkole Muzycznej im. T. Szeligowskiego, skrzypaczka i teoretyk muzyki. Zajmuje się też filozofią muzyki i czasem pisuje o bieżących wydarzeniach muzycznych. Opiekuje się spuścizną filozoficzną Andrzeja Nowickiego, którego uczennicą i asystentką była przez 25 lat. Prowadzi audycje i koncerty, propagując w środowisku lubelskim i regionie muzyczną kulturę wysoką. 
Współpracuje z Miejską Biblioteką Publiczną w Lublinie: F. 2, F. 29 i Niecodziennikiem Bibliotecznym. 
Ostatnio wspomniana w kryminale Ludwiga Thora, Opętanie. ss. 346-347 "Biblioteczne wtorki z muzyka klasyczną" z całą zawartością  jednego z programów.

Wydarzenia polecane